poniedziałek, 31 stycznia 2011

Anna Jamróz - Miss Polski 2009, top 16 Miss World 2009

"Sukces zależy głównie od urody..."

Mój start w wyborach Miss Polski to był przypadek – wspomina ANNA JAMRÓZ, MISS POLSKI 2009. W 2009 r. byłam 21-letnią dziewczyną, która uczyła się na Uniwersytecie Gdańskim. Interesowałam się muzyką i filmem z lat 60tych, thrillerami psychologicznymi, prawem. Kiedyś, gdy uczestniczyłam w pokazie mody w Galerii Bałtyckiej, poznałam osobę, która zajmuje się organizowaniem konkursu Miss Polski. Osoba ta zachęcała mnie do wzięcia w nim udziału. Decyzja taka nie była dla mnie łatwa, bałam się, jak odbiorą mnie inni, bo wiadomo, że z tytułem Miss wiąże się pewien stereotyp. Po jakimś czasie stwierdziłam, że tak naprawdę nie mam nic do stracenia, że to, co myślą o mnie inni, nie powinno wpływać na moje decyzje. Nie chciałam niczego żałować. Gdybym podjęła inną decyzję, pewnie bym sobie tego nie wybaczyła. ;-)

Najtrudniejszy pierwszy krok, jak mówią słowa znanej piosenki. Później jest już łatwiej, choć droga do korony i tytułu Miss Polski jest długa.

Zaczęło się od konkursu regionalnego – Miss Ziemi Pomorskiej 2009. Wspominam ten etap bardzo pozytywnie. Poznałam tam osoby, z którymi utrzymuję kontakt do dzisiaj. Po szczeblu regionalnym, pojechałam na zgrupowanie półfinałowe, które odbywało się w Sieradzu (wcześniej był jeszcze ćwierćfinał ogólnopolski w Warszawie, ale dziewczyny, które wygrały konkurs regionalny, dostawały się automatycznie do półfinału). Na pewno zapamiętam ten okres do końca życia. Chociaż muszę przyznać, że brakowało mi tam czasu wolnego. Następnie przyszedł czas na wielki finał. Czy dzięki kilkuetapowym eliminacjom byłam do niego dobrze przygotowana? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno miałam mniejsze problemy z uśmiechaniem się na scenie. :D No i też nie pamiętam, żebym się specjalnie stresowała. To chyba efekt dwóch poprzednich etapów konkursu.

Wiele rzeczy zmieniło się w ciągu ponad 20-sto letniej historii konkursu Miss Polski. Ale niezmiennie, od początku, galę finałową poprzedza zgrupowanie przygotowawcze.


  

Zgrupowanie finałowe Miss Polski 2009 trwało około trzech tygodni i odbywało się w Ciechocinku. Równolegle też w tym samym miejscu trwały zgrupowania dwóch innych konkursów – Miss Supranational 2009 i Miss Polski Nastolatek 2009, także dziewczyn było sporo. :) Podczas tych kilku tygodni nauczyć się można cierpliwości, tolerancji. Każda dziewczyna jest inna, więc jest to warunek konieczny, aby atmosfera na zgrupowaniu była odpowiednia. Uczyłyśmy się także, jak się zachowywać przed mediami, na co zwracać uwagę oraz jak poruszać się na scenie.

Zanim trafiłam do Ciechocinka, wciąż miałam pewne wątpliwości, ale już i silne motywacje do udziału w takiej imprezie. Perspektywa sporych nagród na pewno była jedną z nich. Miło dostać nowy samochód w wieku 21 lat. :) Zachęcająca również była wizja podróży, nowych przygód, ewentualnie konkursu Miss Świata – wtedy to wydawało się tak odległe, jednak w jakiejś tam małej części wierzyłam, że możliwe. To wszystko miałam przed oczyma jadąc na zgrupowanie… jednak najsilniej do dalszego udziału w konkursie skłoniła mnie obawa przed konsekwencjami wycofania się. Dręczyła mnie myśl, że za kilka lat nie będę mogła sobie wybaczyć, że mając szansę, nie wykorzystałam jej z obawy przed krytyką innych.  

Myślę, że atmosfera podczas przygotowań do finału była miła. Nie wiem, czy trafiłam akurat na taki szczęśliwy rocznik, czy jest tak zawsze. Osobiście nie odczułam żadnego współzawodnictwa. Mam wrażenie, że dziewczyny się wręcz wspierały, pomagały sobie. Może to brzmi śmiesznie i mało wiarygodnie, ale naprawdę tak było… albo ja jestem ślepa. Sądzę nawet, że na zgrupowaniu Miss Polski można zawrzeć przyjaźnie. Tak, jak wszędzie zresztą, czy na wycieczce, czy w szkole… Jeśli dziewczyny mają odpowiedni dystans do konkursu i do własnej osoby oraz nie zapominają, co stoi wyżej w hierarchii wartości, to rzeczywiście można nawiązać bliższe relacje. Problemem jednak może okazać się odległość. Sama utrzymuję dość częsty kontakt z kilkoma dziewczynami z konkursu, jednak przyjaźń to chyba za mocne słowo na określenie naszych stosunków. Gdyby nie dzieliły nas kilometry, myślę, że mogłabym się zaprzyjaźnić z Kasią Ryzińską, jedną z moich współlokatorek, Anią Sakowicz, Dorotą Korczak i kilkoma innymi dziewczynami. :)

  

Wybory Miss Polski to przede wszystkim konkurs i siłą rzeczy, jak w każdym współzawodnictwie, ktoś wygrywa, ktoś przegrywa, ktoś staje się faworytem.

Na forach dotyczących konkursów piękności pojawiły się oczywiście typy kandydatek. Na szczęście nie sprawdziły się. :-P Myślę natomiast, że o faworyzowaniu dziewczyn przez organizatorów mowy być nie może. Sądzę, że wszystkie byłyśmy traktowane równo. Jaki był mój typ do korony i czy sama czułam się faworytką? Hmm… tą informację zachowam dla siebie. Zdradzę jedynie, że obstawiałam kilka dziewczyn, które mogłyby zostać ukoronowane.

Zwieńczeniem wielotygodniowych przygotowań jest koncert finałowy. Jakie emocje towarzyszą wówczas dziewczynom?

Cała gala finałowa zleciała mi bardzo szybko, wręcz błyskawicznie. Będąc na scenie w ogóle nie czułam stresu, całkowicie zapomniałam o tym, ilu ludzi może mnie w tym momencie oglądać w telewizji. Pamiętam, że uczucie, jakie mi wtedy towarzyszyło, to ulga. Po wielu tygodniach przygotowań cieszyłam się, że już za chwilę będzie werdykt i będziemy mogły pojechać do domu opowiedzieć o wszystkim najbliższym.

 

Rok w koronie Miss Polski jest niezwykły, zwariowany. Najpiękniejsza żyje zupełnie inaczej, niż dotychczas. Podróżuje po całej Polsce i wielu innych krajach, bywa na tzw. salonach, spotyka wiele "gwiazd" znanych jej dotychczas jedynie z mediów. Która z nich wywarła na Annie największe wrażenie, a która rozczarowała?

Poznałam trochę ciekawych osób, jednak nikt nie wywarł na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia, ani tym bardziej nikt mnie nie rozczarował. Ciężko mi ocenić kogokolwiek po tak powierzchownej znajomości. Moje opinie budowałam głównie na domysłach i obserwacji. Mogłabym się ewentualnie wypowiedzieć na temat ich pracy. Np. Krzysztof Ibisz jest mistrzem w swojej profesji. 

Podróże zagraniczne to chyba jeden z najmilszych aspektów bycia Miss. No i związane z nimi reprezentowanie Polski na międzynarodowych konkursach piękności. Anna wzięła udział w wyborach Miss World 2009, których zgrupowanie odbywało się w Wielkiej Brytanii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a gala finałowa w Republice Południowej Afryki. Czy wyjazd na konkursy międzynarodowe to przyjemność, czy obowiązek?

Zdecydowanie jest to przyjemność! Zwiedzanie nowych krajów, poznawanie dziewczyn różnych narodowości, ale też dobre warunki hotelowe i pyszne jedzenie. :-P Akurat w 2009 roku dziewczyn było 112, więc trochę sporo, dlatego mogę jedynie się wypowiedzieć na temat grona, z którym się trzymałam i w którym, rzecz jasna, żadnej rywalizacji nie wyczułam. Przyjaźniłam się z Miss Nowej Zelandii, Filipin, Malezji, Meksyku, Norwegii. Do dzisiaj utrzymuję kontakt z Miss Nowej Zelandii. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się ją odwiedzić.

 

Momentami miałam wrażenie, że niektóre dziewczyny były faworyzowane, np. poprzez częste wywiady, zdjęcia. Jednak z perspektywy czasu stwierdzam, że wybierali takie, które były ciekawe i atrakcyjne dla państwa, w którym byłyśmy. Dobierali uczestniczki tak, aby różniły się typami urody. Ważne też było, żeby umiały mówić po angielsku, z oczywistych względów. ;-)

Ja sama nie czułam się faworytką. Ale awansowałam do finałowego Top 16, co uważam za sukces. Myślałam, że Miss Świata zostanie Miss Meksyku. Szczerze powiedziawszy, faktycznej zwyciężczyni, Kaiane z Gibraltaru, mimo, że była bardzo miła, w ogóle nie brałam pod uwagę. Zresztą jak większość dziewczyn.

Od czego zatem zależy sukces na konkursie piękności? Czy o wysokiej lokacie decyduje wyłącznie uroda?

Moim zdaniem sukces zależy głównie od urody, osobowości, miłej aparycji. To wszystko jest ważne. Zresztą, wg mnie, Miss powinna mieć coś, co przyciąga ludzi. Niekoniecznie „to coś” musi tkwić w wyglądzie. Zauważyłam, że ważna jest też skromność. Organizatorzy chyba dość mają pseudo-gwiazdeczek, które próbują ustawiać wszystkich dookoła. Istotna jest też naturalność. Na konkursach, w których brałam udział, bardzo na to zwracano uwagę. Nawet na Miss Świata, co mnie zdziwiło. Zgadzam się z tym, że dziewczyna powinna być naturalna. Ostatnio na topie są operacje plastyczne. Uważam, że to jest odrobinę próżne, a próżności aprobować się nie powinno. :)

 

Ale i w kraju czekało na Annę wiele obowiązków, które były jednocześnie przyjemnością. Była ona m. in. gospodynią międzynarodowego konkursu piękności Miss Supranational 2010, którego finał odbył się w sierpniu w Płocku.

Tak, to prawda. Brałam udział również w konkursie Miss Supranational, który z roku na rok staje się coraz bardziej popularny. Jako gospodyni czułam się komfortowo, ludzie mnie zaczepiali, kibicowali mi. Na sam finał przyjechali moi znajomi. Gdyby konkurs odbywał się w innym kraju, prawdopodobnie nikomu z moich bliskich nie udałoby się pojawić, aby mnie dopingować. Zwiedziłam miejsca, w których nigdy wcześniej nie byłam, mimo iż są na terenie mojej Ojczyzny. Myślę, że łatwiej jest brać udział w międzynarodowym konkursie, który odbywa się we własnym kraju.

Wybory te wspominam bardzo dobrze! Trafiła mi się najlepsza na świecie współlokatorka (reprezentantka Danii), z którą mam kontakt do dzisiaj. Werdykt? Wygrała Miss Panamy. Chyba słusznie, skoro jury tak zadecydowało. Dużo było ładnych dziewczyn, więc wybór musiał być ciężki. :) Ja cieszę się z awansu do Top 20 i tytułu Królowej Europy.

No ale dodajmy do tej beczki miodu choć łyżkę dziegciu. Naprawdę bycie Miss, to taka sielanka? Nie ma żadnych negatywnych aspektów?

Wszystko mi podobało się w byciu Miss. To też jest chyba kwestia nastawienia. Staram się zawsze skupiać na pozytywach, choć muszę przyznać, że pojawiły się także negatywne aspekty popularności, którą zdobyłam. Są one oczywiście mniej liczne, a ich rozmiary są zdecydowanie mniejsze od aspektów dodatnich. Należą do nich zawiść i krytyka. Niestety muszę przyznać, że spotkałam się z takimi reakcjami. Ludzie bardzo kierują się stereotypami, które, tak naprawdę, nie wiem, skąd się wzięły. Dużo krytyki też spotkało mnie w Internecie. Oczywiście nie jest to nic przyjemnego, ale może pozytywnie wpłynąć na kształtowanie charakteru. Dzięki temu stałam się silniejsza psychicznie i, paradoksalnie, uświadomiłam sobie, w czym tkwi prawdziwa wartość mojej osoby – na pewno nie w wyglądzie. Oprócz tego też nauczyłam się nie oceniać innych ludzi. Dużo się o tym mówi, żeby „nie oceniać książki po okładce”, ale z praktyką jest już trudniej. Zauważyłam, że żyje się lepiej, nie sugerując się pozorami, czy stereotypami. Ten rok naprawdę wiele mnie nauczył i zdobyłam doświadczenie, które na pewno przyda mi się w życiu. Zresztą, wybory Miss nie mają nic wspólnego z wyobrażeniem o nich, jakie miałam przed udziałem w konkursie.
To roczne doświadczenie w byciu Miss delikatnie wpłynęło zatem na zmianę mojej osobowości. Stałam się silniejsza i utwierdziłam się w przekonaniu, że wartość człowieka nie wypływa z tego, co mówią o nim inni. Nawet jeżeli mówi się o kimś bardzo dobrze. Zasmakowałam też, w niewielkim stopniu, czym jest sława i uświadomiłam sobie, jak bardzo się cieszę z mojej anonimowości na co dzień. 

Szczerze powiedziawszy nie wiem, czy zauważyłam zmianę stosunku mojego otoczenia do mnie. Nie pamiętam za bardzo, jaki był stosunek moich znajomych przed wyborami. Zresztą myślę, że dla szczerych Przyjaciół i znajomych, to nie miało większego znaczenia. Oczywiście cieszyli się z mojego sukcesu, ale w życiu codziennym przecież nie nosiłam korony i szarfy. :)

Wszystko się kiedyś kończy. Rok panowania Anny także dobiegł końca. W sierpniu 2010 r. w Płocku przekazała koronę Miss Polski Agacie Szewiole. Co wtedy czuła? Wzruszenie? Żal? A może ulgę?

To było dziwne uczucie - pomieszanie żalu z wielką ulgą…:) Chociaż właściwie aż takiego wielkiego żalu nie odczuwałam. Może trochę bardziej wzruszenie. Jestem osobą bardzo sentymentalną, tak naprawdę byłam bardzo szczęśliwa patrząc na to, co mi przyniósł ostatni rok. Czułam wdzięczność i radość za tą miłą niespodziankę, jaką mi sprawił Ktoś tam u góry. ;-)

Wiedziałam jednak, że przede mną powrót do „szarej” rzeczywistości. Ostatni rok był bardzo nietypowy, ciekawy, przepełniony luksusem. Zatęskniłam trochę za zwykłym życiem i dlatego postanowiłam do niego powrócić. Wróciłam na studia, pracuję w Urzędzie Gminy. Powrót do normalności. :) I do moich zainteresowań. Nadal interesuję się muzyką i filmem z lat 60tych, thrillerami psychologicznymi, prawem. Do tego wszystkiego doszło pszczelarstwo. Lubię robić rzeczy, których normalnie nie robią inni, wykonywać czynności, które wykraczają poza konwenanse. ;-)

Mimo wszystko pewnych rzeczy mi brakuje. Najbardziej podróżowania, różnorodności. Byłam już przyzwyczajona do takiego trybu życia. Ciągle na walizkach, codziennie coś innego, poznawanie nowych, ciekawych osobistości. Nie lubię monotonii i ciężko usiedzieć mi w jednym miejscu, dlatego za ciągłymi wyjazdami na pewno będę tęsknić. Chciałabym pojechać jeszcze kiedyś na jakiś konkurs międzynarodowy, który odbywałby się w miejscu, w którym jeszcze nie byłam. Nie wiem na jaki, im bardziej prestiżowy, tym lepiej, jednak myślę, że te są zarezerwowane dla aktualnych Miss. :) Mam natomiast w planach wyjechać na rok do Stanów Zjednoczonych, ale nie wiem co z tego wyjdzie. Wybory Miss traktuję jako przygodę i dar od Boga, za który będę wdzięczna do końca życia. Jednak swoją przyszłość wiążę zupełnie z czymś innym.

Dla Ani wybory Miss okazały się przygodą, a nie sposobem na życie. Jednak przygodą, którą warto było przeżyć. Teraz jest ona udziałem Agaty Szewioły, a za rok? Może wspomnienia Ani przekonały wszystkie niezdecydowane dziewczyny, że warto powalczyć o własne marzenia i przeżyć szaloną rewolucję w swoim życiu. Choćby ta rewolucja miała trwać tylko jeden rok...


wywiad autoryzowany
wywiad na prośbę Globmiss przeprowadziła Katarzyna Żebrowska
zdjęcia: prywatne archiwum Anny Jamróz