niedziela, 13 listopada 2011

Miss World 2011 od kulis

Polska ekipa wsparcia:
Szef Globmiss i Karolina Gorazda
Dla każdego fana konkursów piękności obecność na finale jest innego rodzaju przeżyciem, niż oglądanie go w przekazie telewizyjnym czy internetowym. W tym roku miałem okazję być na wyborach Miss Świata w londyńskim Earls Court 2. Emocje towarzyszyły od samego początku. Setki myśli na minutę. I jedna najważniejsza. Czy aby po blisko 25 latach interesowania się wyborami nie będę rozczarowany? Czy konkurs Morleyów jest jeszcze w stanie czymś pozytywnie zaskoczyć?


Wielu fanom wydaje się, że tak wielka międzynarodowa impreza powinna przyciągać uwagę tłumów, a nie garstki zainteresowanych. Ale będąc w Londynie na kilka dni przed uroczystą galą szybko można zejść na ziemię. Konkurs nie interesuje Londynu. W całym mieście nie było nawet jednego plakatu, który mówiłby "Miss World 2011 in London!". W prasie znikome informacje, głównie skupiające się na reprezentantkach Wysp Brytyjskich. Okazuje się, że dla takiego miasta jakim jest Londyn taka impreza to jedna z setek oferowanych każdego dnia. Od spektakli teatralnych o jakich w Polsce możemy tylko pomarzyć, po wystawy i przygotowania do Olimpiady 2012. Oferta, która wypełniłaby polskie grafiki na lata.

Nadszedł 6 listopada. Na finał wybieramy się w towarzystwie wciąż urzekająco pięknej Miss Poland World 2003 Karoliny Gorazdy. Pod Earls Court 2 tłumy fanów z całego świata, policja i... feministki. Miss Świata w Londynie bez ich udziału nie mogłoby się odbyć. Okrzyki, transparenty o uprzedmiotowieniu kobiet, a nawet minutowe (szybka reakcja policji?) zagłuszanie finału klaksonami samochodów. Znamy to od lat 60. Goście bardzo elegancko ubrani, z flagami (my również mieliśmy naszą polską). W środku od razu robi się miło. Odbiór biletów trwa kilkanaście sekund. Wszystko perfekcyjnie przygotowane. Garderoba, zakup folderu (£5), coś do picia. Wokół nas różne piękne kobiety, przystojni mężczyzni. Mister World, Mister Anglii, a także... filipińscy transwestyci. Oj filipińskie miss to mają fanów. Wspierają je na każdym kroku. Kochają. Nie krytykują. Cieszą się ich sukcesami.

Sekundy do finału
Na pół godziny przed ropozczęciem na sali pojawiają się dwie starsze panie. Większość nie ma problemu z ich rozpoznaniem. To Miss World 1953 Denise Perrier i Miss World 1954 Antigone Costanda. Następnie przychodzi Miss World 1975 Wilnelia Merced Cruz, Lady Forsyth-Johnson. Piękna. Pozostało pięć minut. Wchodzi Julia Morley. I nie prawdą jest to co przeczytałem na jakimś forum, że publiczność zaczęła wtedy, czy też podczas finału, buczeć słysząc jej nazwisko. Nie. Były oklaski, które wzmogły się zdecydowanie bardziej gdy swoje miejsca jurorskie zaczęły zajmować laureatki tytułu z ostatnich lat. Te kobiety trzeba po prostu zobaczyć. Agbani Darego Miss World 2001, Zi Lin Zhang Miss World 2007, Ksenia Suchinowa Miss World 2008. Trzy super piękności reprezentujące trzy kontynenty. A jednak to co je łączy to nieskazitelna uroda, klasa, elegancja. Na polskich ulicach taki widok to raczej rzadkość. Kaiane Aldorino Miss World 2009 czy Alexandria Mills Miss World 2010 są oczywiście ładne, mają delikatną urodę, ale w ich przypadku w wygranej bardziej pewnie pomogła osobowość. Karolina wspominała, że podobnie było z Azrą Akin Miss World 2002, którą miała okazję poznać na swoim konkursie w 2003 roku. Bardzo ładna dziewczyna z niesamowitą osobowością.

 

Ale i takim decyzjom nie ma co się dziwić. Julia Morley zmieniła wybory. Doskonale pokazał to tegoroczny konkurs, gdzie jak nigdy wcześniej obok urody liczyły się udział w mini konkursach, działaność charytatywna, rozmowy z jurorami. Punkty pokazują, że aby odnieść sukces trzeba wykazać się na różnych polach. I choć nie do końca jasny system oceniania, nie powinien być dla nikogo niespodzianką, bo na stronie Miss Świata pisano o tych punktach na kilka miesięcy przed przyjazdem dziewczyn do Anglii i Szkocji. Wystarczyło odpowiednio przygotować kandydatki. Czy to dobra taktyka? Dla kogoś kto oczekuje tylko oceny powierzchowności, jak dzieje się to w większości konkursów to nie. Ale Morley od lat powtarza jak swoją mantrę, że Miss World to piękno zewnętrzne i wewnętrzne. I konsekwentnie tej zasady się trzyma.

 

Wracając do konkursu. Na dwie minuty przed początkiem 61. gali kandydatki zagrzewają się do pierwszego wyjścia: "We are the winners" - słychać zza kulis. Scena wygląda w kamerze na dużo większą niż była w rzeczywistości. Publiczności tyle co w Kongresowej w 2006 roku. Bliskość powodowala, że wszystko i wszystkich widziało się dobrze. A do tego atmosfera. Nigdy w Polsce nie spotkałem się z tak pozytywną rekacją publiczności. Nie potrzeba było klakierów którzy sztucznie napędzają jej reakcję. Ludzie z wielu zakątków świata machali flagami, krzyczeli imiona swoich delegatek.

Okazuje się, że na takiej imprezie zdecydowanie lepiej widać same kandydatki, bo w trakcie gdy widzowie oglądali filmiki ze zgrupowania, mini konkursów, historii wyborów, to my oprócz tego mieliśmy również możliwość przyglądania się finalistkom, które były już na scenie gotowe do kolejnego wejścia. Karolina wspominała, że tegoroczna impreza jest dużo lepsza niż w Polsce. Nagranie "tańców świata" dzień przed to według Gorazdy dobry pomysł, bo dziewczyny nie muszą niepotrzebnie spieszyć się, przeżywać dodatkowy stres. Są gotowe.

 

Z finałowej siódemki mieliśmy trzy faworytki. Miss Wenezueli, Portoryko i RPA. Przesadą było umieszczenie w top Angielki i Szkotki. Jedna z nich by wystarczyła. Miss Filipin była najgłośniej nagradzana oklaskami. Jeszcze w trakcie przerwy przed ogłoszeniem top 15 prezenter bawił się z publicznością na najwiekszą popularność kandydatek. Krzyczał "Kazachstan!" - na sali prawie cisza, "Filipiny!" - owacja zagłuszająca myśli. Zapewne reprezentantka tego kraju zaszła za wysoko, ale na jej obronę muszę napisać, że kamera bardziej wyostrza jej urodę, która na żywo jest bardziej kobieca i delikatna. Osobiście lubię gdy wygrywają dziewczyny z państw nigdy wcześniej nie nagradzanych to ostateczny werdykt spokojnie można nazwać perfekcyjnym. Ivian Sarcoz swoją urodą dołączyła do Agabni, Zi Lin i Ksenii. Przepiękna kobieta.

 

Podsumowując. Nastawienie zależy od oczekiwania. Nie zamierzam porównywać Miss World do konkursu Miss Universe. To dwie zdecydowanie różniące się imprezy. Pierwsza to biznes rodzinny, druga to wielka organizacja za którą stoją olbrzymie pieniądze i telewizja. Oczywiście, że i mi brakuje podczas Miss World prezentacji top 15 czy top 7, choć pomysł z tablicą wyników, szybkie i w inny sposób wyczytanie top 15 uważam za dobry. Podczas finału konkurs jest jakby już zakończony. Jurorzy nie głosują. Ich obecność jest tylko dla publiczności i kamer. Swoją pracę wykonali wcześniej. Ogladamy więc jedynie efekty zgrupowania. Ale czy przez to Miss World dramatycznie nie zwiększa dystansu do ideii takich wyborów tracąc na popularności? Czy nie stało się trochę tak jak w jednym z wywiadów po powrocie z Londynu powiedziała prasie nasza delegatka Angelika Ogryzek "bardziej przypominało to dziewczęcą wycieczkę niż konkurs"? Jeszcze przed wyjazdem do Anglii drażnił mnie fakt, że nie mogę rozpoznać jaki kraj reprezentują niektóre dziewczyny. Plakietki z krajami są praktycznie niewidoczne. Napisałem więc do Pani Morley, że to jakieś nieporozumienie, bo przecież finalistki nie reprezentują siebie, a swoje kraje i może powinni te plakietki zastąpić choćby małymi flagami, skoro szarfy są przeszkodą. W odpowiedzi dostałem podziękowania za konstruktywny pomysł do rozważenia na przyszły rok.

A więc do zobaczenia w Ordos.

Zdjęcia: Globmiss / Autor tekstu: Dawid Baraniak