środa, 4 stycznia 2012

Anna Ścibiorek - 2 Wicemiss Polski 2006 - wywiad

"Wpadki są wynikiem stresu"
Właściwie dorosłe życie polega na tym, że trzeba dokonywać pewnych wyborów, ustalić sobie hierarchię wartości, wiedzieć, co jest dla nas najlepsze i najważniejsze. Prawie zawsze coś, odbywa się kosztem czegoś i nie można mieć wszystkiego. Anna Ścibiorek zdecydowała się na start w wyborach Miss Polski 2006, odniosła na nich sukces – zdobyła tytuł 2 Wicemiss, a jednak później podjęła takie decyzje i dokonała takich wyborów, że właściwie w żaden sposób nie wykorzystała tego wyróżnienia. No ale po kolei.

W 2006 roku byłam 21-letnią dziewczyną, która studiowała doradztwo zawodowe i personalne na jednej z wyższych uczelni w Łodzi. Łączyłam obowiązki pracownika firmy handlowej z nauką, spędzaniem czasu z przyjaciółmi i fotomodelingiem, co nie tylko pozwalało mi na dodatkowe usamodzielnienie się, ale stało się również moim hobby. W wolnych chwilach sama zaczęłam odkrywać tajniki fotografii, a przy tym wszystkim zawsze znajdowałam czas na ukochane podróże. Jako ciekawa świata osoba chciałam poznawać jego najskrytsze zakątki. Marzyła mi się Australia i Nowy York.

Jako osoba spontaniczna decyzję byłam w stanie podjąć w ciągu kilku sekund. Oczywiście z różnymi skutkami ;) Taką też spontaniczną decyzją był start w konkursie Miss Polski 2006. Akurat w Łodzi był wówczas organizowany konkurs regionalny przez tego właśnie organizatora. Razem z koleżanką, która wystartowała wtedy w Miss Nastolatek Ziemi Łódzkiej stwierdziłyśmy: ”A czemu nie?” Chyba wówczas nie spodziewałam się, że uda mi się dotrzeć aż do finału ;) Miała być to po prostu przygoda, nie podchodziłam do tego poważnie, na tak początkowym etapie nie myślałam o plusach i minusach konkursu, o tym co będzie później…


Spontaniczna decyzja, ale konsekwentnie realizowana. Jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B. Anna pnie się po kolejnych szczeblach konkursowej drabiny.

Pierwszym etapem jaki musiałam przejść, był konkurs Miss Ziemi Łódzkiej, w którym nie zajęłam żadnego premiowanego miejsca, tylko otrzymałam tzw. „zieloną kartę” od ogólnopolskiego organizatora konkursu, uprawniającą mnie do dalszego udziału w kolejnych eliminacjach. Później pojechałam dzięki tej zielonej karcie na ćwierćfinały ogólnopolskie, awansowałam do półfinału i w końcu do finału. Na każdym z tych etapów czegoś się uczyłyśmy, zbierałyśmy doświadczenie, otwierałyśmy się na zupełnie nowe sytuacje i poznawałyśmy się nawzajem. Myślę, że cała ta droga, którą trzeba przejść od samego początku, jest dobrym przygotowaniem do wielkiego finału dla dziewczyn, które nie miały wcześniej nic wspólnego z kamerami, z wystąpieniami publicznymi, zdjęciami, wywiadami.

Dobrym przygotowaniem było również przedfinałowe zgrupowanie. W 2006 roku trwało ono 3 tygodnie i odbywało się w Kudowie Zdrój. Tam też uczyłyśmy się układów choreograficznych, miałyśmy przymiarki wszystkich finałowych strojów, nagrywałyśmy swoje wizytówki na konkurs smsowy. Sądzę, że dopiero wtedy każda z nas zdała sobie sprawę, jak daleko zaszła. Wszystkie to przeżywałyśmy. Myślę, że słowo przyjaźń to trochę za duże słowo jak na relacje, które były między dziewczynami w trakcie zgrupowania, ale na pewno polubiłyśmy się i wzajemnie wspierałyśmy. Nocne rozmowy pozwoliły nam na stworzenie koleżeńskich relacji. Ja bardzo pozytywnie wspominam wspólne rozterki, śmiechy, łzy z Kamilą Turecką, Olą Kątek oraz Edytą Majeską, czy Karoliną Zagozdon. Teraz niektóre z nich są już mężatkami, prowadzą „dorosłe” życie. Kontakt utrudnia nam odległość, każda z nas jest z innego miasta, chociaż w dzisiejszych czasach Internet i portale społecznościowe tak weszły do naszego życia, że odnalezienie siebie i podtrzymywanie znajomości i tak jest bardzo ułatwione.

Oczywiście wiadomo, że pojawiały się plotki, czy sensacje. Bez nich nie byłoby tak kolorowo. Jak jest telewizja, to muszą być i emocje, i mini - skandale. Moim zdaniem w większości są one bardzo koloryzowane, wręcz wymyślane, ale taki chyba jest świat mediów. Najzabawniejszą plotką, którą wyczytałam o naszym zgrupowaniu była ta o braku wody na zajęciach, na których ćwiczyłyśmy układy choreograficzne. Ktoś naprawdę wykazał się kreatywnością, ponieważ organizator zapewnił nam wszystko, co było nam potrzebne wcodziennym życiu na zgrupowaniu. Z tego co pamiętam, niczego nam nie brakowało. Nie łamałyśmy sobie obcasów, ani nie chowałyśmy ubrań. ;)

I w takiej to atmosferze dziewczyny doczekały do finałowej gali.

Sama gala finałowa trwała jak dla mnie bardzo krótko, ale to pewnie dlatego, że stres i emocje były ogromne i towarzyszyły każdej z nas. Za kulisami wielkie zamieszanie: zmiana strojów, poprawa make-upu, włosów, ustawianie się do wyjścia… Z tego wszystkiego sama w jednym z układów się pomyliłam, więc już w ogóle mój stres sięgał ponad moją normę. A później ogłoszenie wyników. Zostałam 2 Wicemiss Polski 2006! Wielka radość, zdjęcia, gratulacje. ;) Trzecie miejsce uważam za ogromny sukces, zwłaszcza wspominając tą ilość dziewczyn, które mijałam na każdym etapie, to naprawdę cieszę się, że tak daleko zaszłam.

Wygrała Aleksandra Ogłaza. Nie zauważyłam, żeby ona, czy którakolwiek z nas na zgrupowaniu była faworyzowana. Startowałyśmy z tego samego punktu na tych samych warunkach. Wydaje mi się, że to jak daleko zajdziemy, w dużej mierze zależy od nas samych. Od tego jak będzie wyglądał ten nasz bieg od samego startu do samej mety. Trzeba pamiętać, że tytuł Miss to nie tylko uroda, ale również umiejętność zachowania się w różnych sytuacjach, maniery, inteligencja, dlatego korona jak najbardziej trafiła w dobre ręce. Olę pamiętam jako bardzo uprzejmą, grzeczną i sympatyczną dziewczynę o ciepłym uśmiechu. Na pewno była osobą, która miała coś w sobie co przyciągało i ciekawiło ludzi przebywających w jej towarzystwie.
No właśnie. I teraz nastał dla Anny czas podjęcia ważnych decyzji. Tytuł 2 Wicemiss Polski wiązał się z pewnymi propozycjami i mógł zmienić jej życie. Gdyby tylko tego chciała.

Konkurs Miss Polski był dla mnie na pewno niezapomnianą przygodą. Dodał mi pewności siebie. Pozwolił poznać wiele osobowości, sprawdzić siebie w wielu nowych dotąd sytuacjach. Zawsze są jednak plusy i minusy bycia Miss. Udział w takich wyborach powoduje poddawanie się ciągłej publicznej ocenie, nie tylko przez pryzmat tego jak się wygląda, ale również tego, co się mówi. Nikt nie bierze pod uwagę, że częste wpadki są właśnie wynikiem naprawdę dużego stresu, bo przy tym najczęściej zadawane są pytania na sprawdzenie „bystrości” i „inteligencji” dziewczyny. Na początku panowania wychodzi to raz lepiej raz gorzej, ale z czasem Miss oswaja się z dziennikarzami, trudnymi pytaniami, kamerami. Mnie także na początku było trudno, kiedy podeszła do mnie Pani z mikrofonem i Pan z kamerą, Pani zadawała pytania, a Pan świecił po oczach… Z czasem jest coraz łatwiej ;) Uważam, że aby lepiej radzić sobie w takich sytuacjach, pomocne byłoby wsparcie psychologiczne, choćby nawet byłych Miss. Rozmowy z osobami, które mają doświadczenie w publicznych występach, medialne obycie na pewno wpłynęłoby na korzyść dziewczyn, które nigdy nie miały z takimi sytuacjami nic wspólnego ;)

Inny minus bycia Miss? Obowiązki, które często wiążą się ze zmianą dotychczasowego życia. Bycie Miss wiąże się z trudnymi decyzjami. Trzeba mieć świadomość, jak bardzo tytuł może zmienić to właśnie dotychczasowe spokojne życie. Trzeba dokonać wyboru i ja takiego dokonałam. Miałam studia, niezaliczone egzaminy (po finale była sesja, a ja podchodziłam do egzaminów z miesięczną nieobecnością), a do tego pracę, którą lubiłam. Oczywiście Missland proponował mi udział w różnych eventach czy wyjazdach, ale musiałam dokonać wyboru. Dokonałam go i dlatego po wyborach Miss została mi jedynie szarfa, korona i wspomnienia. ;)

Dziś z tamtego okresu, sprzed 5 lat, pozostał mi dyplom, wspomnienia z czasów studenckich, zdjęcia z podróży. Grono przyjaciół za bardzo się nie zmieniło – prawdziwi zostali, Ci, którzy ich udawali, zniknęli. Firma, w której pracowałam, pozostawiła spore doświadczenie zawodowe w moim życiu. I oczywiście praca fotomodelki trwa do dnia dzisiejszego, chociaż z dnia na dzień śmieję się, że już najwyższy czas ustąpić miejsca młodszym dziewczynom. ;) i może stanąć po drugiej stronie aparatu? Dziś nie tylko pozowanie jest moim hobby, ale również praca przy zdjęciach, organizacja, stylizacje. No i Australia i Nowy York też pozostały w strefie marzeń.

Mój dom mam w sercu. Tworzę go tam, gdzie jestem. Nie jestem osobą, która przywiązuje się do miejsc. Jak trzeba pakuję walizkę i wyjeżdżam. Chociaż może gdzieś kiedyś trzeba będzie zapuścić korzenie…. Wyborami Miss interesuję się do dzisiaj. Może nie w takim stopniu jak kiedyś, ale jak widzę młodszą koleżankę startującą w danym roku, z ciekawością oglądam tą imprezę w telewizji. Z roku na rok sama organizacja, promocja konkursu jest coraz lepsza. Dziś nie tylko telewizja pozwala nam śledzić losy kandydatek, ale także wielką potęgą stał się Internet. Swojej ulubionej Miss Polski nie mam. Każda dziewczyna ma w sobie coś, czego nie ma jej następczyni. Uroda jest pojęciem względnym, więc jest to tak naprawdę bardzo trudne zadanie wybrać osobę, która przypadnie do gustu wszystkim. Idealna Królowa Piękności na pewno powinna oczarowywać uśmiechem (!), mieć osobowość i umiejętność odnalezienia się w różnych sytuacjach.

 

Mimo, że sama tego nie wykorzystałam, uważam, że jak najbardziej warto jest brać udział w takim konkursie. Najlepszym tego przykładem są takie osoby jak Ewa Wachowicz, Aneta Kręglicka, czy Agnieszka Popielewicz. Wszystkie one zaczynały swoją karierę od udziału w wyborach Miss, a dziś pracują w mediach, wspomagają akcje charytatywne… Konkurs to także wspomnienia, których nie zapomni się do końca życia.

Anna podjęła takie, a nie inne decyzje. Nie zdyskontowała swojego tytułu. Czy słusznie? Po co wobec tego startowała, można by zapytać. Nie nam to oceniać. Każdy sam decyduje o tym, co jest dla niego najlepsze, a Anna Ścibiorek wydaje się niczego nie żałować.

wywiad autoryzowany
wywiad na prośbę Globmiss przeprowadziła Katarzyna Żebrowska
zdjęcia: przesłane przez Annę Ścibiorek do publikacji są własnością jej i ich autorów