poniedziałek, 6 lutego 2012

Amanda Warecka - 2 Wicemiss Tourism Queen Intl. of the Year 2011 - wywiad

"Porażka bywa wygraną"
Ma 19 lat. Jest 2 Wicemiss Tourism Queen International of the Year 2011, 1 Wicemiss Polski 2011. Pochodzi z Lublina, lecz obecnie mieszka w Warszawie. W wolnym czasie spotyka się z przyjaciółmi. Gdy chce się zrelaksować, sięga po dobrą książkę - lubi czytać. Jej największym marzeniem jest możliwość podróżowania po świecie, a w przyszłości chciałaby zostać dziennikarką. Brzmi banalnie? Zwykła nastolatka? To, co wyróżnia ją wśród rówieśniczek, to fakt, że jest już w tej chwili jedną z najbardziej utytułowanych polskich królowych piękności i że dzięki swoim sukcesom w tej dziedzinie już dwukrotnie odwiedziła Chiny, a obecnie odbywa w Warszawie staż dziennikarski w telewizji Polsat. I jeszcze jedno ją wyróżnia... Szczerość. Większość królowych piękności udziela „lukrowanych” wywiadów, w których mówią tylko o pozytywnych aspektach udziału w wyborach miss. Amanda Warecka, bo o niej mowa, również podkreśla zalety konkursów piękności, ale zwraca uwagę także i na te mniej przyjemne skutki takiej zabawy. Ale po kolei...

Najpierw wzięłam udział w konkursie Miss Polski Nastolatek 2007. Do pierwszego etapu - wyborów Miss Lubelszczyzny Nastolatek - namówiła mnie mama. Miałam 14 lat, byłam bardzo nieśmiała i nie wierzyłam w siebie. Byłam przekonana, że casting to strata czasu, bo jest mnóstwo piękniejszych dziewczyn ode mnie. Jednak dostałam się dalej. Czas prób i przygotowań do gali finałowej Miss Ziemi Lubelskiej wspominam fantastycznie. Bardzo się zmieniłam. Nauczyłam się robić makijaż, poruszać po scenie, zaczęłam malować paznokcie i kupiłam pierwsze w moim życiu szpilki. Nabrałam pewności siebie i nie ukrywam, że bardzo mi się to spodobało. Poczułam, że to coś dla mnie, że dobrze czuję się przed kamerą, przed aparatem, że może wcale nie jestem nieśmiała. Odkryłam w sobie trochę przebojowości. Pamiętam każdy szczegół z mojej pierwszej sesji zdjęciowej zrobionej przez Kubę Krzysiaka (z którym swoją drogą mam kontakt do tej pory). Pamiętam, jak z wielkim żalem zmywałam makijaż i wychodziłam ze studia.

Poza tym byłam zafascynowana Elą Sawerską, która była organizatorką regionalnych wyborów i to ona nas wszystkiego uczyła. Była wspaniała. Pewna siebie, zawsze zadowolona i pełna energii, chociaż gdy trzeba było, potrafiła tupnąć nogą. Ale to, co mnie najbardziej w niej urzekło, to szczerość. Mówiła nam wprost: „pokażcie, że chcecie wygrać”, mówiła o swoich błędach, swoich pomyłkach, nawet niedoskonałościach. To było zaskakujące. Najpiękniejsza kobieta w Polsce była taka normalna, prawdziwa, ludzka.

Moim zdaniem idealna Miss powinna być pewna siebie, zawsze uśmiechnięta i przede wszystkim naturalna. I dlatego do dziś moją ulubioną Miss Polski jest właśnie Elżbieta Sawerska. Jest szczera, autentyczna, szalenie inteligentna. Podoba mi się jej energia i przebojowość. Jest dziewczyną, obok której nie da się przejść obojętnie ;)

Po wygraniu wyborów Miss Ziemi Lubelskiej Nastolatek i po przejściu kolejnych etapów, pojechałam na zgrupowanie Miss Polski Nastolatek. Nie do końca czułam się jak na konkursie, traktowałam to bardziej jak kolonie. Poznałam mnóstwo dziewczyn z całej Polski, w tym Agatę Szewiołę i Anię Wierzbicką, którym później bardzo kibicowałam. Agata Szewioła to druga po Eli moja ulubiona Miss Polski – piękna i delikatna. Polubiłam ją.

W finale Miss Polski Nastolatek zakwalifikowałam się do top 10, co uważałam za wielkie osiągnięcie. Byłam bardzo młoda, nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, jak dużo osób oglądało galę, z tego, że moje zdjęcie ukaże się w gazecie, którą przeczyta więcej ludzi, niż mama i koleżanki. Rówieśnicy zaczęli się mną interesować, choć pojawiły się również niemiłe komentarze. Nie przejmowałam się. Jedyne z czym walczyłam, to ze stereotypem Miss.

Trzeba przyznać, że początek obiecujący. Ale czy ktokolwiek, nawet sama Amanda spodziewała się, że dalej będzie już tylko lepiej?

Konkurs Miss Polski Nastolatek wiele mi dał, z pewnością zapamiętam go do końca życia. Myślę, że właśnie dlatego po 4 latach po raz kolejny zdecydowałam się na wystartowanie, tym razem w ''dorosłym'' konkursie ;) Trochę z sentymentu zdecydowałam się na udział w wyborach Miss Polski, a nie Miss Polonia. To był zaplanowany krok. Mówiono mi, że jestem za młoda - dopiero co skończyłam 18 lat. Ale ja nie chciałam czekać. Chciałam zacząć coś robić, rozwijać się. Nie chciałam prowadzić życia zwykłej nastolatki z Lublina. Musiałam zacząć działać, inaczej byłabym nieszczęśliwa.

Chciałam spróbować swoich sił, przeżyć zgrupowanie po raz drugi i nie ukrywam, że liczyłam na wysokie miejsce, ponieważ zależało mi na udziale w konkursach międzynarodowych ;)

Nie żałowałam tej decyzji ani przez chwilę. Osiągnęłam cel, z czego bardzo się cieszę. Mimo, że nie wygrałam, to dzięki konkursowi Miss Polski dostałam staż w Polsacie, dwa razy pojechałam do Chin, przeprowadziłam się do Warszawy. Było warto! Każdej dziewczynie polecam wzięcie udziału w wyborach miss - jeśli się nie uda, to trudno, ale jeśli tak, to może być początek czegoś niezwykłego.

Zaraz, zaraz... Nie uprzedzajmy faktów. Amanda odbyła długą drogę i dopiero na jej końcu czekał na nią staż w Polsacie i dwukrotna podróż do Chin...

Pierwszym etapem były wybory Miss Ziemi Lubelskiej 2011, do których w ogóle się nie przygotowałam, ponieważ odbywały się kilka dni przed moją maturą. Szczerze mówiąc byłam tylko na jednej próbie. Choreografia nie była skomplikowana, dlatego nie miałam z nią problemu. Natomiast przez to, że nie załapałam się na żadną z prób na scenie, na gali nie zauważyłam schodka i... przewróciłam się. Byłam pewna, że nie mam szans na żaden tytuł, pozostało mi już tylko dobrze się bawić. Nawet podczas prezentacji zażartowałam, że moją pasją jest wywracanie się na scenie, wszyscy się roześmieli. Ku mojemu zaskoczeniu wygrałam. Wygląda na to, że dystans do siebie i autentyczność wypadają lepiej od najlepiej opracowanych prezentacji.

Kolejnym etapem był ćwierćfinał Miss Polski, który przypominał bardziej casting. Zupełnie się nie stresowałam, ponieważ tytuł Miss Ziemi Lubelskiej gwarantował mi przejście do półfinału. Zgrupowanie półfinałowe trwało 2 tygodnie i to tam zaczęła się prawdziwa nauka prezentacji, choreografii, zdjęcia, wywiady itd. Półfinał wspominam bardzo ciepło, wiele osób mi kibicowało. Poznałam dziewczyny z całej Polski, z niektórymi nawet się zaprzyjaźniłam i mam kontakt do dzisiaj.

Ostatni etap, zgrupowanie przedfinałowe Miss Polski, był podobny do półfinału. Nie było plotek ani żadnych sensacji. A przynajmniej do mnie nic nie dotarło. Byłam w pokoju z cudownymi dziewczynami - Gosią Bieńkowską, Olą Witkowską i Dayaną Grabarek. Z nimi najbardziej się zaprzyjaźniłam, dobrze się ze sobą dogadywałyśmy. Wydaje mi się, że nie mogłam trafić lepiej ;) Wciąż utrzymujemy kontakt, to głównie zasługa Facebook'a. Gosia ma mnie nawet niedługo odwiedzić ;)  

Nie było między nami atmosfery konkurencji. Na konkursach międzynarodowych, jak się później miałam przekonać, da się odczuć, że dziewczyny są zdeterminowane, że przyjechały po koronę i traktują to bardziej jak pracę, a nie zabawę. W Polsce wiele dziewcząt zgłasza się, ponieważ ktoś je namówił, nie do końca wiedzą, czy to coś dla nich. Czasem chcą wracać do domu po kilku dniach. Jest więc zupełnie inaczej. Ja traktowałam moje współlokatorki jak siostry, a cały konkurs jak zabawę. Nie jestem typem zazdrośnicy, plotkary, staram się być zawsze pozytywna i życzę wszystkim tego, co najlepsze. Wierzę, że to, co dajemy, wraca do nas z podwójną siłą. Codziennie rozmawiałyśmy, zwierzałyśmy się, opowiadałyśmy sobie o naszych problemach, chłopakach. Radziłyśmy siebie nawzajem. Często się śmiałyśmy, często rozmawiałyśmy do późnej nocy i rano z trudem wstawałyśmy. Pamiętam, że każdego ranka biegłyśmy, żeby się nie spóźnić na choreografię, która odbywała się o 10 min. drogi od naszego hotelu. I za każdym razem obiecywałyśmy sobie, że następnym razem położymy się wcześniej i dotrzemy spokojnie na czas. Niestety brakowało nam konsekwencji ;) Co do nauki, to dla mnie była to raczej powtórka z tego, czego nauczyłam się na poprzednim konkursie. Mimo wszystko miło było przypomnieć sobie. jak to jest ćwiczyć, przyjmować uwagi i pracować nad własną prezentacją.
Z takim przygotowaniem, doświadczeniem i podejściem, finałowa gala wydawała się być dla Amandy już tylko formalnością.

Byłam jednak trochę zdenerwowana. Na pewno chciałam dać z siebie 110 %, wykonać układ i zaprezentować się tak, żebym mogła za 20 lat pokazać zdjęcia i filmy moim dzieciom i powiedzieć: „mama kiedyś była piękną i fajną dziewczyną;)”. Na portalach społecznościowych pisali do mnie obcy ludzie, którzy życzyli mi powodzenia, kibicowali mi. To było bardzo miłe. Również moja rodzina, znajomi, przyjaciele, trzymali mocno kciuki. Nie chciałam ich zawieść. Cała gala minęła zaskakująco szybko.

Myślę, że byłyśmy do niej świetnie przygotowane. Najbardziej w pamięci zapisała mi się choreografia do pokazu bielizny. Połowa z nas była przebrana za ''lolitki'', dominowały cukierkowe kolory, a muzyka była bardzo słodka i dziewczęca. Moja grupa była zupełnym tego przeciwieństwem. ''Wampy'' (tak zostałyśmy nazwane) były bardzo seksowne i wręcz prowokujące. Miałyśmy na sobie czarno-czerwoną lateksową bieliznę. I nieskromnie muszę przyznać, że dałyśmy kawał świetnego show. To głównie zasługa Ani, naszej pani choreograf. Do tego nasze fryzury i makijaże były na najwyższym poziomie.

Najlepsza podczas uczestnictwa w show tego typu jest energia publiczności, która Ci się udziela. To niesamowite! Jesteś na scenie, przed Tobą tłum ludzi, którzy cieszą się, krzyczą, klaszczą. A Ty przecież tylko idziesz ;) Pamiętam, że zastanawiałam się, czy awansuję do Top 10 nie z chęci osiągnięcia celu, powodem było to, że chciałam nałożyć czerwoną sukienkę wieczorową, która bardzo mi się podobała. Ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie chciałam wygrać. Chciałam. Myślę, że każda z nas gdzieś tam po cichu na to liczyła.

Każda z dziewczyn była piękna, każda była inna, a jak wiadomo, gusta są różne. Jedni lubią blondynki, inni brunetki. Jury miało trudny wybór. Przyszedł moment ogłoszenia wyników. Na początku przyznano tytuły komplementarne. Tytuły Miss Internetu i Miss Publiczności przypadły mi. Był to dla mnie ogromny zaszczyt. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Nie jestem typem osoby, która mówi swoim znajomym: „proszę, zagłosuj na mnie”. Wtedy wydawało mi się, że tak to właśnie działa. 4 Wicemiss została Ewelina Radgowska, 3 Wicemiss Justyna Karłowska, 2 Wicemiss Marta Kownierowicz, 1 Wicemiss ja. Wygrała Angelika Ogryzek... Szczerze mówiąc moją faworytką była Marta Kownierowicz. Angelika wydaje mi się nieco subtelniejsza.

Dla wielu dziewczyn tytuł 1 Wicemiss Polski i dwa tytuły komplementarne to szczyt marzeń. Ale nie dla Amandy. Jej pozostał pewien niedosyt...

Nie ukrywam, że chciałam wygrać. Nie, nie odczuwałyśmy żadnego faworyzowania ze strony organizatorów ani podczas zgrupowania, ani podczas samego finału. Ale wśród fanów i obserwatorów konkursu byłam faworytką i wiedziałam o tym. Byłam bardzo niezadowolona z tego powodu, ponieważ największa uwaga skupia się zawsze na faworytkach, przez co wszyscy starają się wytknąć im nawet najmniejszy błąd, niedoskonałość. A my jesteśmy przecież tylko ludźmi, takimi jak wszyscy inni. Nie jesteśmy doskonałe. Wydaje mi się, że wiele osób o tym zapomina i stawia sobie za punkt honoru znalezienie jak największej ilości wad w kandydatkach na miss. Często na forach internetowych pisano o mnie i Marcie Kownierowicz, więc byłyśmy pod największym ostrzałem. A jednak żadna z nas nie wygrała...

Kiedy ogłoszono mnie 1 Wicemiss sama do końca nie wiem, co czułam w ''pierwszej chwili''. Wszystkie wicemiss mówią, że to wspaniałe uczucie i że były przeszczęśliwe. Prawda jest taka, że najbardziej przegrany jest ten, kto jest najbliżej wygranej. No cóż, mówi się trudno, liczyłam się z tym. Być może potrzebowałam takiego zimnego prysznica, momentami byłam zbyt pewna siebie...

Teraz, kiedy upłynęło już kilka miesięcy i emocje opadły mogę szczerze powiedzieć, że czuję radość, ogromną wdzięczność za wszystkie oddane na mnie głosy. Tytuł 1 Wicemiss Polski oraz Miss Polsatu i Plotka są ogromnym zaszczytem. Szczególnie, że tytuły komplementarne to werdykt tak wielu ludzi! Cieszę się, że mogłam wziąć udział w tych wyborach i miałam okazję poznać świetne dziewczyny i współpracować ze wspaniałymi ludźmi.

Czy osiągnęłam to, na co liczyłam decydując się na udział w konkursie Miss Polski? Myślę, że tak. Chociaż jestem zodiakalnym Skorpionem, a to bardzo ambitne osobowości, które zawsze walczą o najwyższą stawkę. Na pewno wielu rzeczy się nauczyłam. I ku mojemu zaskoczeniu odkryłam, że czasem to, co wydaje się porażką, jest tak naprawdę czymś lepszym niż to, co wydawało nam się wygraną ;)

Dla wszystkich laureatek konkursu Miss Polski rozpoczęły się nowe obowiązki. Zaczęły one również odczuwać zarówno plusy, jak i minusy wynikające z posiadanych tytułów...

Plusów jest mnóstwo, dla mnie największy to oczywiście wyjazdy ;) Jeśli chodzi o minusy, to tak naprawdę ja nie widzę żadnych. Wydaje mi się, że to kwestia podejścia. Jestem optymistką. Staram się zawsze skupiać na tym, co dobre. Co do obowiązków, najważniejszym z nich jest reprezentowanie Polski na arenie międzynarodowej. 

No właśnie. Amanda jest chyba jedyną polską miss, która wzięła udział w dwóch różnych międzynarodowych konkursach piękności, posiadających innych organizatorów i odbywających się w różnych terminach, które jednak miały miejsce w tym samym kraju – w Chinach i oba mają prawie identyczną nazwę.

To prawda, nazwy były podobne, lecz konkursy zupełnie inne.

Pierwszy z nich, Miss Tourism Queen of the Year International 2011, wspominam lepiej. Nie, nie dlatego, że odniosłam sukces i zostałam 2 Wicemiss. Było nas - uczestniczek 50. Moją współlokatorką była dziewczyna z Panamy, trzymałyśmy się jeszcze z dziewczynami z Łotwy i Indii (później Hinduska wygrała). Przede wszystkim świetnie się bawiłyśmy. To był naprawdę wspaniały czas. Mieszkałyśmy w najlepszych hotelach. Poznałyśmy Chiny z różnych stron, codziennie zwiedzałyśmy ten kraj, codziennie mogłyśmy zobaczyć coś nowego. Byłyśmy w wioskach, gdzie panowała bieda i brud, a następnego dnia brałyśmy udział w bankiecie charytatywnym z chińskimi milionerami. Szybko się zaaklimatyzowałam w nowym otoczeniu. Mało spałyśmy i czasem jadłyśmy posiłki w biegu, bywało nawet tak, że jadłyśmy jedzenie z KFC w autokarze żeby nie tracić czasu. Dziewczyny były zdeterminowane. Widać było, że nie przyjechały tu na wakacje, były świetnie przygotowane, miały po 5 ogromnych toreb z ubraniami i kosmetykami. Większość z nich od rana nosiło makijaż ze sztucznymi rzęsami i brokatem, jednak dla mnie taki makijaż o 6 rano to przesada. Malowałam się skromniej, naturalniej. 


Mimo determinacji wszystkie byłyśmy dla siebie miłe, pomagałyśmy sobie i wspierałyśmy, kiedy któraś bardzo tęskniła za domem lub po prostu miała gorszy dzień. Pamiętam, że miałam tylko jedną wieczorową sukienkę, a potrzebowałam dwóch, więc moja współlokatorka Caroline chciała pożyczyć mi swoją najlepszą suknię. To było bardzo miłe. Oczywiście nie zgodziłam się na to, przyjęłam nieco skromniejszą sukienkę ;) Grafik naszych zajęć był bardzo napięty. Wstawałyśmy o 6, czasem 5.30, a kładłyśmy się spać po 1. Często byłyśmy bardzo zmęczone, więc ustanowiłyśmy zakaz narzekania, żeby mieć jak najwięcej pozytywnej energii. Nie liczyłam zupełnie na nic. Nauczona doświadczeniem z poprzedniego konkursu traktowałam te wybory jako przygodę, a ponieważ Chiny mnie fascynowały, chłonęłam każdą wycieczkę jak gąbka ;) Miałam dużo szczęścia, gdyż dziewczyny z którymi się trzymałam, miały podobne nastawienie. Jedną z rzeczy, która mnie zaskoczyła, było to, jak Chińczycy reagowali na mój typ urody. Przed wyjazdem ktoś mi powiedział, że mają bzika na punkcie blondynek o niebieskich oczach. Nie spodziewałam się, że na tak dużą skalę. Przez pierwsze kilka dni kiedy było nas tylko 18, ja byłam jedyną blondynką. Wszyscy mnie zaczepiali, dotykali moich włosów, pytali, czy noszę soczewki kontaktowe i robili mi zdjęcia. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. Z jednej strony to było bardzo miłe, z drugiej nieco krępujące. Dziesiątki fotografów towarzyszyło nam każdego dnia. To była dla mnie nowość. Kiedyś widząc trzy aparaty naraz, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, będąc na tym zgrupowaniu po trzech dniach czułam się zupełnie swobodnie przy 30tu fotoreporterach. Jedzenie mi nie za bardzo smakowało. Prawdziwy szok przeżyłam, kiedy dowiedziałam się, że Chińczycy lubią żuć surowe nóżki kurczaków. Tamtego dnia nie zjadłam prawie nic na kolację.


Drugi konkurs – Miss Tourism Queen International, odbywał się w Święta Bożego Narodzenia. Moją współlokatorką była dziewczyna z Łotwy, Eva. Od razu złapałyśmy świetny kontakt. To niezwykłe, jak wiele może łączyć tak różne osobowości. Do tej pory codziennie rozmawiamy na Skype, Eva odwiedzi mnie w marcu, a ja ją w kwietniu ;) Dziewczynom było ciężko, bardzo tęskniły za domem i często o tym rozmawiałyśmy, więc niestety takie nastawienie i mi się udzieliło. Nigdy jeszcze tak nie tęskniłam za domem. Jakby tego było mało, miałyśmy jeszcze więcej zajęć niż na poprzednim konkursie. Było bardzo ciężko. Na szczęście moi bliscy dawali mi ogromne wsparcie, mnóstwo pozytywnej energii, dzięki czemu świetnie się bawiłam. Na tych wyborach było prawie 100 dziewczyn, wszystkie od początku obstawiały, kto zajmie jakie miejsce. Czułam konkurencję i nieprzyjemną atmosferę na każdym kroku. Wszystkie były spięte, a zmęczenie potęgowało rozdrażnienie. Wiele dziewczyn się kłóciło. Ja i koleżanki, z którymi się trzymałam (mówiono na nas „Russian Mafia”) starałyśmy się zachowywać dystans od tego wszystkiego. Kiedyś nawet doszłyśmy do wniosku, że skoro jest nas sto, to każda z nas ma 1% szans na wygraną ;)

 

Jak powszechnie wiadomo, podróże kształcą. Dzięki tym wyjazdom wiele się nauczyłam, poczułam prawdziwą patriotką. Byłam dumna z tego, że mogę reprezentować mój kraj. Z chęcią opowiadałam o Polsce, zachwalałam nasze jedzenie, piękne dziewczyny oraz krajobrazy. Ponadto, odkąd pamiętam, podróż do Chin była moim marzeniem, kultura tego kraju zawsze bardzo mnie fascynowała. A to wspaniałe uczucie, gdy marzenia się spełniają :)

Tytuł 1 Wicemiss Polski Amanda otrzymała w sierpniu ubiegłego roku. Za nią zaledwie 5 miesięcy „urzędowania” - to nawet nie połowa, a mimo to doświadczeń może jej pozazdrościć niejedna Miss, która już dawno przekazała koronę :) Gdyby miała teraz pomóc innym dziewczynom w przygotowaniach do konkursu międzynarodowego, to jakich rad by im udzieliła, przed czym ostrzegła?

 

Ależ, ja mam nadzieję, że moje wyjazdy do Chin to dopiero początek :) Bardzo chciałabym jeszcze pojechać na jakiś międzynarodowy konkurs piękności. Jak już wspominałam, marzę o tym, żeby podróżować. Nie wiem, na jaki konkurs mogłabym pojechać, przyznam się, że nie śledzę tego, jak wyglądają poszczególne tego typu imprezy. Jedyne, co bym zmieniła, gdybym mogła cofnąć czas to to, że sama zrobiłabym sobie fryzurę i makijaż na finał podczas pierwszego międzynarodowego konkursu. Pamiętam, że gdy spojrzałam w lustro przed galą pomyślałam, że ktoś zrobił mi kiepski żart. Poza tym nie mam sobie nic do zarzucenia, dałam z siebie wszystko, a nawet więcej ;)

Rady? Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest to, że nigdy nie wiadomo, kto wygra. To ogromne konkursy, wielkie przedsięwzięcia, trzeba dawać z siebie wszystko. Poza tym mimo pozorów, to ciężka praca. Chodzenie w szpilkach przez całe dnie może nie wydaje się katastrofą, ale jeśli budzisz się z napuchniętymi i pozdzieranymi stopami i dowiadujesz się, że po raz kolejny musisz być w tych szpilkach cały dzień, jesteś bliska załamania. Ale nie możesz narzekać, każda dziewczyna ma ten sam problem. Ważna jest wytrwałość i elastyczność, często zmieniano nam grafik w ostatniej chwili. Kiedyś miałyśmy pół godziny na przygotowanie się do bankietu. Byłyśmy po wielogodzinnej wędrówce na słońcu, każda z nas potrzebowała prysznica, musiała umyć włosy, przebrać się, zrobić makijaż. Łazienka była jedna na 2 osoby. Musisz wyglądać perfekcyjnie, w końcu po to tu przyjechałaś. Pamiętam, że jedna z dziewczyn nie zdążyła i robiła sobie makijaż na bankiecie pod stołem, podczas gdy my słuchałyśmy przemówienia - to było zabawne ;) Liczą się różne rzeczy. Nie będę oryginalna - przede wszystkim uśmiech! To jedna z najważniejszych cech Miss. Druga sprawa to komunikatywność, dziewczyna powinna być miła, przyjacielska, pomocna. Nikogo nie interesuje naburmuszona miss, która wiecznie jest z czegoś niezadowolona i do nikogo się nie odzywa. Poza tym Królowa Piękności powinna mieć to coś, co wyróżnia ją spośród innych dziewcząt. Powinna mieć klasę, być zaradna i opanowana. Sztuka wypowiadania się jest również znaczącym elementem. Ale przede wszystkim powinna czuć się piękna nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie. Być odporna na krytykę. Mówi się, że wybory miss to konkurs piękności, lecz nie zawsze wygląd jest najważniejszy...

Amanda Warecka to dziewczyna, która ma odwagę realizować swoje marzenia. Życzymy jej, by wszystkie jej się spełniły. A sobie życzymy, by wśród przyszłych kandydatek na Miss było jak najwięcej takich „Amand” - pięknych, mądrych i szczerych dziewczyn, godnych koron Międzynarodowych Królowych Piękności...


wywiad autoryzowany
wywiad na prośbę Globmiss przeprowadziła Katarzyna Żebrowska
przygotowanie i publikacja: Globmiss Dawid Baraniak
zdjęcia: prywatne archiwum Amandy Wareckiej i odpowiednich autorów zdjęć
uwaga: napis 'globmiss' na zdjęciach nie oznacza nabytych do nich praw a jedynie miejsce ich publikacji