czwartek, 5 kwietnia 2012

Rozmowa Grażyny z Mariolą Rysik - finalistek Miss Polonia 1988 i 2011 - wywiad

"Jak matka z córką"
Ufff... nareszcie po ciężkiej sesji. Możemy sobie Mamo w końcu razem usiąść i spokojnie porozmawiać przy herbatce. 

Chętnie Córeczko. A o czym sobie porozmawiamy dzisiaj?

Hmmm... może... może o konkursie Miss Polonia? Od finału, w którym brałam udział, minęło już kilka miesięcy, emocje opadły, nabrałam dystansu. Powspominamy? 

Z przyjemnością. Ale właściwie to co Cię podkusiło, żeby wystartować w takiej imprezie? Ty - 20 letnia studentka Politechniki Warszawskiej na niełatwym kierunku Elektrotechnika i wybory Miss? 

Wszystko zaczęło się 1 października, gdy podczas odbioru indeksu dostałam również propozycję wzięcia udziału w konkursie piękności. Wtedy się tylko uśmiechnęłam i nie powiedziawszy ani tak, ani nie, podekscytowana pierwszym dniem na studiach uciekłam. 15 dni później zostałam Miss Wydziału Elektrycznego, a po miesiącu Miss Politechniki Warszawskiej. Już podczas tego pierwszego miesiąca, wypełnionego próbami do wyborów Miss i Mistera PW, poznałam wspaniałych ludzi – m. in. uczestników konkursu z innych wydziałów, z którymi utrzymuję kontakt do dziś. 

 

Po kilku miesiącach panowania jako Miss PW dostałam propozycję reprezentowania mojej uczelni również w konkursie Miss Polonia. Powiem szczerze, że z jednej strony byłam nastawiona sceptycznie do takich imprez, uważałam, że nie pasuję do tego świata i 100 razy lepiej czuję się jako zwykła dziewczyna, której urodę od czasu do czasu ktoś pochwali. Z drugiej strony myślałam zaś, że może to być niezapomniana przygoda i w zasadzie to pewnie jest moja jedyna szansa w życiu, żeby spróbować. Za namową studentów zgodziłam się i po uzgodnieniu wszystkich spraw dotyczących nauki pojechałam do Białegostoku na ogólnopolskie ćwierćfinały. 

A jak było z Tobą Mamo? Przecież Ty też jesteś finalistką konkursu Miss Polonia. Dlaczego w 1988 roku zdecydowałaś się na start w tych wyborach? 

  

Nie planowałam udziału w takiej imprezie, to była decyzja jednej chwili. Byłam w domu w Lidzbarku Warmińskim, odkurzałam mieszkanie, a Twoja babcia czytała Gazetę Olsztyńską, w której był artykuł o naborze kandydatek do konkursu. Nosił on tytuł „Szansa dla odważnych” (czy coś podobnego). Nie "szansa dla ładnych", "atrakcyjnych", tylko "szansa dla odważnych" i Twoja babcia, czytając ten artykuł, stwierdziła, że to dla mnie, bo przecież jestem odważna. Zrodziła się chęć przeżycia czegoś ciekawego i sprawdzenia się, czy uda mi się coś osiągnąć, jak oceniają mnie inni ludzie, związani z konkursem, znawcy urody. Skoro zostałam modelką (wybraną spośród wielu) to spodziewałam się, że odpowiadam podstawowym wymogom, co do urody i prezentowania się, ale nie wierzyłam nadal w siebie i korciło mnie, aby sprawdzić, jak odbierają mnie inni. 


Sprawdziłam i…. ciągle byłam zaskoczona, nie dlatego, żebym myślała o sobie źle i zaniżała własną wartość, ale chyba tak nie do końca była to „moja bajka”. Szłam do przodu, pokonywałam kolejne szczeble konkursu i zdobywałam kolejne laury, ale nie wiązałam z tym swojej przyszłości. Nie zmieniałam planów, nie lansowałam się. Konkurs Miss Polonia nie determinował mojego życia. Nie liczyłam na wygrane nagrody, po prostu musiałam odpowiedzialnie przejść to, co zaczęłam, bo przecież na to się świadomie decydowałam, więc nie było powodu, aby się wycofywać. Wszystkie werdykty przyjmowałam z pokorą i bez żalu. Choć konkurs był miłym zdarzeniem, to jednak czekałam, aby życie wróciło do normy…. ale ono już nigdy po wyborach tak zupełnie nie wróciło. 

Zaciekawiłaś mnie. A jaka była Twoja droga do finału? Czy musiałaś pokonać podobne szczebelki na konkursowej drabinie, jak ja? 

 

Na początku 1988 roku wzięłam udział w eliminacjach wstępnych do konkursu regionalnego Miss Warmii i Mazur (były to pierwsze wybory w tym regionie). Zakwalifikowałam się do finału i w lutym 1988 r. podczas gali, która odbyła się w Hali Urania, zostałam wybrana Miss Warmii i Mazur i Miss Uśmiechu. Byłam zaskoczona. Nie czułam, że jestem faworytką. Nikt z otoczenia nie dał mi tego odczuć. Potem był wyjazd do Warszawy, do Klubu Za Żelazną Bramą. Tam byłam gościem, bo to były eliminacje do ogólnopolskiego półfinału, w których ja nie musiałam brać udziału. Byłam do niego automatycznie zakwalifikowana (jako miss regionu).

Półfinał odbył się w marcu. W 1988 roku akurat był zorganizowany w Olsztynie, co mnie bardzo ucieszyło. Byłam na swoim terenie, wśród dopingu i oklasków moich znajomych i mieszkańców regionu. Jako jedyna z Warmii i Mazur weszłam do ogólnopolskiego finału. Było mi trochę smutno, że jestem sama. Liczyłam, że awansuje też moja koleżanka z Olsztyna i będzie nam razem raźniej. Miło było odnieść sukces, skoro wzięłam w konkursie udział, ale z drugiej strony, to liczyłam, że nie przejdę dalej i będę mogła spokojnie zająć się studiami. Po ogłoszeniu werdyktu, że jestem w finale, wśród 16 dziewczyn z całej Polski, zaczęłam się martwić, co ja pocznę z nauką, czy to aby nie spowoduje zawalenia przeze mnie roku. Potem pomyślałam, że nie mam już wyjścia i będę musiała jakoś to poukładać. Moja edukacja nie ucierpiała za bardzo. Przy życzliwości i pomocy władz uczelni uzyskałam zgodę na indywidualny tok na czas jednego semestru i studia toczyły się zgodnie z planem. 

Byłaś wtedy prawie moją rówieśnicą, studentką, jak ja teraz, wiele razy opowiadałaś mi o tamtym okresie... 

Miałam 21 lat. Byłam studentką II roku pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie. Moja rodzina (rodzice i młodszy brat Piotruś) mieszkali w Lidzbarku Warmińskim, a ja na co dzień przebywałam tam, gdzie się uczyłam. W każdą wolną chwilę pędziłam do domu, do rodziny, do Lidzbarka. Choć bardzo lubiłam Olsztyn i nadal go uwielbiam, to jednak chwile spędzone w domu były dla mnie bezcenne. Czas spędzałam tak jak wielu moich rówieśników: kino, książki, słuchanie muzyki, towarzyskie spotkania, imprezy taneczne (zawsze lubiłam tańczyć); sporo się uczyłam, aby nie przedłużać czasu mojej nauki i nie obciążać rodziców dodatkowymi kosztami utrzymania mnie na studiach. Nie lubiłam samotności, zawsze otaczałam się znajomymi. Podczas studiów trochę pracowałam jako modelka. Miałam znajomych, koleżanki i przyjaciół, miałam też sympatie, ale moje serce wypełnione było wówczas miłością do jednego mężczyzny, którego niestety nie było koło mnie i nie wiedziałam, czy kiedykolwiek będzie. Potem okazało się, że przez jakiś czas wypełnił moje życie i pozostawił po sobie wyjątkowy ślad – Ciebie - moją świetną Córkę. 
 

Moje plany i marzenia nie były zbyt wygórowane - wiązały się ze szczęśliwym, zwykłym życiem w miłości, zdrowiu i radości. Pragnęłam być kobietą spełnioną w każdej sferze - zawodowej i osobistej, ale nie miałam wygórowanych wymagań. Nie chciałam od życia niczego nadzwyczajnego. Nie marzyłam o sławie, podróżach, kosztownościach, bo szkoda mi było marzeń na takie rzeczy, które są materialne i które mogą być moimi planami, a nie marzeniami. Ciągle uważam, że marzenia dotyczą kwestii niematerialnych, wszystko inne to nie marzenia, a plany. 

Jakie my jesteśmy do siebie podobne... Ja jestem: 100% kobietą, która mówiąc w lewo, jedzie w prawo, córką najwspanialszej Mamy na świecie, ukochaną wnuczką, przyjaciółką od dzieciństwa paru rewelacyjnych ludzi i… oczkiem w głowie najwspanialszego mężczyzny, jakiego miałam kiedykolwiek okazję poznać. Jestem spełniona i bardzo szczęśliwa. ,,Jaka jest Mariola Rysik?,, Hmmm... Na pewno nieprzewidywalna, często zamyślona, czasami mam wrażenie, jakbym żyła we własnym świecie: nie pamiętam o rachunkach, spóźniając się zawsze mam nadzieję, że autobus na mnie poczeka. Można mnie chyba nazwać ,,niepoprawną romantyczką? Sporo w życiu przeszłam, a mimo to dziękuję Bogu za każdy dzień, za to, że otoczył mnie tak wspaniałymi osobami. 


Oczywiście chciałabym wygrać w totolotka, złapać złotą rybkę, czy zmienić kilka rzeczy w moim nie-idealnym życiu, ale nie zadręczam tym ani Boga, ani siebie. Skoro nie jesteśmy szczęśliwi dziś, to jak potrafimy być nimi jutro? Dlatego chwytam każdy dzień i cieszę się z drobiazgów. Wyznacznikiem mojego szczęścia są po prostu ludzie, którzy mnie otaczają. Obecnie mieszkam w Warszawie, dni spędzam na uczelni, po powrocie, jak nie muszę się uczyć, to uwielbiam gotować, chodzić do kina, teatru, opery, czytać ,,Focusa,, i leniuchować w łóżku oglądając filmy lub kanał Discovery. 

Przyszłość jeszcze nie jest zupełnie klarowna. Na pewno chciałabym być Westą mojego ogniska domowego, inżynierem, kobietą spełnioną i odnoszącą sukces. Jeżeli chodzi o życie zawodowe, to interesuje mnie oświetlenie budynków, wnętrz, koncertów. Moje marzenie: nieduży domek z białym płotem, wypełniony miłością, szczęściem i… aromatem kuchennych wypieków. Zawsze otwarty dla rodziny i przyjaciół. 

Ale miałyśmy chyba wspominać nasze konkursy Miss Polonia... Jak przygotowywałyście się do finału? Ciężko było? 

Miałyśmy dwa zgrupowania przedfinałowe. Pierwsze odbyło się w Egipcie w cudownym kurorcie Sharm El Sheik. Razem z dziewczynami zaczerpnęłyśmy trochę słońca, podczas gdy w Polsce wszyscy narzekali na wszechobecną szarość. Drugie zgrupowanie odbyło się w Czorsztynie. Tam nasza kochana Pani Renatka uczyła nas choreografii i… chodzenia, bo wbrew pozorom, chodzenie, a zwłaszcza na szpilkach, nie jest taką łatwą sprawą, gdy trzeba to zrobić z gracją i lekkością. 

My też miałyśmy sporo pracy związanej z finałem. Zimowe zgrupowanie dwutygodniowe w Piechowicach, koło Jeleniej Góry. Tam przygotowywałyśmy się do trasy koncertowej po Polsce, podczas której publiczność wybierała swoją Miss. Wiosną, przez tydzień jeździłyśmy do kilku dużych miast i tam występowałyśmy, a publiczność wrzucała kupony z nazwiskami do skrzynki. Nie było Internetu i taki był sposób wyboru tej, którą reprezentanci publiczności z całej Polski uznali za najatrakcyjniejszą. Z sentymentem wspominam te czasy. Nie jestem przeciwniczką Internetu, bo świat idzie do przodu i rozwój jest nieunikniony, ale był urok w tamtych czasach i działaniach.


Przed wyjazdem w Polskę (wybór Miss Publiczności), miałyśmy sesję zdjęciową na warszawskim Hipodromie. Było to kilkugodzinne spotkanie z fotografami, którzy robili nam zdjęcia i w wyniku tej sesji wybierali swoją Miss Foto (tu też obeszło się bez Internetu). W lipcu odbył się finał konkursu Miss Polonia. Tradycją kilkuletnią były finały w Operze Leśnej w Sopocie. Do gali przygotowywałyśmy się przez dwa tygodnie na letnim zgrupowaniu w Wieżycy na Żuławach. 

Dość dokładnie opisałam kolejne szczeble konkursu wraz z przygotowaniami do występów. Widać z tego, że sporo miałyśmy pracy i wybory nas absorbowały. Podczas zgrupowań uczono nas nie tylko autoprezentacji, sztuki makijażu i wizażu, czy też umiejętności poruszania się. Ćwiczyłyśmy układy taneczne i piosenki. Na ćwiczenie tańców przyjeżdżali do nas do Wieżycy chłopcy z klubu tańca towarzyskiego z Gdyni. Przygotowania pochłaniały wiele godzin ciężkiej pracy. Efekt był taki, że do dziś moi znajomi i rodzina wspominają, jak to musiałyśmy w krótkim czasie stać się niemalże artystkami estradowymi. Przygotowania były trudne, ale też pozostały nam po nich konkretne umiejętności (ja do tej pory znam piosenki śpiewane w finale). 

Teraz są inne czasy. Inne media. Chociaż... nie przypominam sobie, żeby media rozpisywały się o jakichś sensacyjkach. Raczej były to artykuły opisujące finalistki lub nasze zgrupowania, co robimy, jemy itd. Spotkałam się natomiast z nienawiścią, jaka potrafi pałać od ludzi komentujących te artykuły. Oczywiście anonimowo w Internecie większość osób pisała, że jesteśmy brzydkie, sztuczne, grube, głupie itd. – różnorodne obelgi, żeby tylko ulżyć sobie robiąc przykrość innym. Mi też to zrobiło dużo przykrości, zwłaszcza, że bardzo zaangażowały się w komentowanie osoby, które mnie znają. Nie chciałabym o tym opowiadać, bo to smutne ile gniewu, kompleksów i nienawiści potrafią mieć w sobie ludzie, pewnie ,"chrześcijanie", ha ha ha. 

Porozmawiajmy proszę o przyjemniejszych rzeczach. A Twoje koleżanki finalistki? Jaka była atmosfera wśród Was? Czy odczuwalne było współzawodnictwo między Wami? 

Najbardziej podczas zgrupowania polubiłam Olę Cielemencką - wspaniała dziewczyna. Mamy ze sobą kontakt do tej pory i z racji tego, że obie studiujemy i obecnie mieszkamy w Warszawie, to wydaje mi się, że znajomość przetrwa. A jak było w Twoim roczniku? 


Zawsze i wszędzie to podkreślam, że nasz rok był wyjątkowy pod względem atmosfery panującej między finalistkami. Było sympatycznie i bez większych afer. Porównując rok poprzedzający nasze wybory, każdy był zaskoczony naszą postawą i atmosferą wśród nas. Dobrze się bawiłyśmy. Było dużo miłych, sympatycznych i zabawnych dziewczyn. Tylko nieliczne były te, które miały widoczne parcie na zwycięstwo. Współzawodnictwo było, ale jak któraś z nas chciała, to mogła je potraktować z humorem, bo przecież i tak było wiadomo, że każda nie może wygrać, a faworytki wysuwały się na czołówkę i nie można było mieć do nikogo o to pretensji. Taki konkurs, takie gusta. 

Przyjaźnie na wyborach Miss pewnie są możliwe, bo ja bardzo lubiłam Joasię Gapińską, z którą mieszkałam w pokoju podczas kolejnych zgrupowań. Myślę, że lubiłyśmy się z wzajemnością i to, że nie mamy ze sobą kontaktu, to nie wynik zazdrości lecz po prostu braku czasu, odległości i naturalny powrót do swoich rodzin i przyjaciół sprzed konkursu. 


Nasz rok naprawdę był bez aferowy. Albo ja byłam taka naiwna i nie wszystko widziałam. Jeśli tak było to dobrze, bo mam dobre wspomnienia.

Wiesz, Biuro Miss Polonia zadbało podczas drugiego zgrupowania o nasze paznokcie i włosy. Podczas gali finałowej miałyśmy robione makijaże i wszystkie dostałyśmy stroje na wyjście. Ale tak naprawdę najbardziej w przygotowaniach do konkursu pomagałaś mi Ty Mamo. To Ciebie radziłam się o ubiór, makijaż, odpowiedzi do wywiadów. Zresztą pomagasz mi nie tylko przy wyborach Miss, ale też w codziennym życiu, jak to mama. Zawsze pytam Cię o poradę. Ale zawsze mnie ciekawiło, kiedy Ty brałaś udział w konkursie Miss Polonia, co zapewniali organizatorzy, a o co dziewczyny musiały się same zatroszczyć? Kto Tobie najbardziej pomagał i wspierał w przygotowaniach do poszczególnych etapów? No i jak w latach 80. wyglądała promocja konkursu i jego uczestniczek? 

Pamiętam, że dopiero na finałowej gali miałyśmy zapewnione wszystkie stroje, na wszystkich wcześniejszych etapach konkursu korzystałyśmy z własnych zasobów. Nie otaczało nas grono specjalistów, makijażystek, fryzjerów. Przed finałem, na zgrupowaniu w Wieżycy miałyśmy spotkanie konsultacyjne z kosmetyczką, która oceniała, czy umiemy się malować i uczyła nas, jak to poprawnie robić. Jedynym sponsorem, jakiego pamiętam była firma Mars, dzięki której batoniki Bounty, Marsy, Miky Way i Snickersy towarzyszyły nam wszędzie i w każdej ilości, więc ciężko było tym dziewczynom, które musiały trzymać dietę, aby zachować sylwetkę. Ja wówczas nie miałam z tym problemu. Objadałam się batonami, ku zdziwieniu i zazdrości niektórych koleżanek.

Promocja konkursu? Przez prasę, radio, telewizję. Choć mniej było możliwości promowania imprezy i tak moim zdaniem miała ona wtedy większą rangę. Był to jedyny tak prestiżowy i z tradycjami konkurs. Nikomu nie myliły się nazwy Miss Polonia i Miss Polski, czy jeszcze wiele innych nazw obecnych wyborów. Ludzie czekali na coroczną transmisję koncertu finałowego z Opery Leśnej, bo było to największe wydarzenie tego typu w Polsce. 

No teraz znowu z roku na rok przed finałem jest coraz głośniej i coraz więcej mówi się o uczestniczkach i Miss Polonia. Wydaje mi się, że to jest też kwestia zmiany formy przekazywania informacji. Kiedyś w gazetach pisali o najważniejszych wydarzeniach, teraz o każdym romansie „nieznanej” gwiazdy możemy poczytać na portalach plotkarskich. 

Mariolu, a jak zapamiętałaś koncert galowy Twojego finału, jak go wspominasz? 

Rano zaczęliśmy próby, potem makijaż, włosy, gala finałowa. Wszystko trwało 3 sekundy. Pamiętam, że cały koncert uśmiechałam się do Ciebie - Mojej Mamy, ukochanego - Piotrka, chrzestnego z rodziną i przyjaciółki "z piaskownicy,". To że byliście tam obecni sprawiało, że uśmiech był w 100% szczery, a w oczach od czasu do czasu, gdy obok Was przechodziłam, pokazywała się łezka, bo już tak długo Was nie widziałam. 

 

A ja z samej gali finałowej jakoś zadziwiająco mało pamiętam… chyba byłam pod wpływem silnego stresu… niewątpliwie. Najlepiej pamiętam rozmowę z Krzysztofem Materną. Miałam lęk, czy podołam jego pytaniom (rozmowa nie była przygotowywana). Chyba mi się udało, bo publiczność oklaskiwała moją odpowiedź. Była też chwila napięcia, gdy zostało ostatnie wolne miejsce w Top 10 i…. było ono moje. Miło mi było wówczas, ale wiedziałam, że to ostatnie moje wyjście na scenę. 

Ja nie weszłam nawet do Top 12. Zastanawiam się, jak mam ocenić swój występ w finale Miss Polonia '11? Czy jestem z niego zadowolona, czy też z perspektywy czasu chciałabym coś zmienić, aby wypaść jeszcze lepiej? Nie podobał mi się makijaż ha ha ha, ale na to nie miałam wpływu. Tak naprawdę, to nie zmieniłabym nic. Mały mamy wpływ na to, kto przejdzie dalej, a kto zostanie. To nie jest konkurs ani na osobowość, ani na intelekt. Głosują telewidzowie i nie robiąc nic głupiego, żeby na siebie zwrócić ich uwagę, nie mogłam chyba nic więcej zrobić. 

A ja patrząc z perspektywy czasu na swój występ w finale Miss Polonia oceniam go bardzo krytycznie. Zupełnie nie umiałam się wylansować i zaprezentować. Szłam, jak to się mówi "na żywioł". Nie wiem, co ja sobie wyobrażałam, że jestem jaka jestem i już nic nie mam do zrobienia? Miałam i to sporo. Teraz byłabym mądrzejsza…. O ile tak do końca zaakceptowałabym fakt wzięcia udziału w konkursie, bo w tym chyba tkwi cały problem. Weszłam do finałowej 10. To niby dobrze, ale gdybym jeszcze mogła ze spokojem obejrzeć nagranie z finału i być z siebie zadowoloną, to byłoby jeszcze lepiej. Nigdy nie obejrzałam w całości nagrania, żeby się sobą nie denerwować. Pewnie, że wiele bym zmieniła, ale jest za późno. Zapewne obecnie w ogóle nie wzięłabym udziału w konkursie Miss Polonia, bo nie było mi to do niczego potrzebne. Wspomnienia mam jednak miłe i niczego nie żałuję. 

Ech, mamo... I tak oczy wszystkich zwrócone są tylko na Miss Polonia. Wiem, że w Twoim roczniku wygrała Joanna Gapińska...

Tak. Werdykt bardzo mnie ucieszył, bo Joasia była moją najbliższą koleżanką, moja faworytką i bardzo ją lubiłam. Była śliczną i pozbawioną zarozumiałości dziewczyną. Cieszę się, że mieszkałam z nią w pokoju podczas zgrupowań. Wiem, że w wywiadach po konkursie Ona mnie też mile wspominała. Joasia nie była faworyzowana, po prostu widać było zachwyt jej osobą na każdym kroku i mnie to nie dziwiło. Przynajmniej świadczyło to o dobrym guście oceniających. Zresztą werdykt się potwierdził. Niespełna rok później urodą Asi zachwycili się też jurorzy konkursu Miss Universe'89 w Meksyku, gdzie zajęła czwarte miejsce. 

 

No to w kwestii trafności werdyktu nic się nie zmieniło przez te ponad 20 lat... W moim finale jak wiesz wygrała Marcelina Zawadzka. Od początku była moją faworytką. Jej uroda była bezkonkurencyjna i nawet podczas spekulacji na jej temat, ja nie miałam wątpliwości, że to właśnie ona wygra. Jeszcze na dodatek ją polubiłam i uważam, że jest idealną osobą na właściwym miejscu. 

Miss wybrana, to chyba już omówiłyśmy wszystko? 

Ech, podsumowując naszą rozmowę musisz przyznać, że udział w konkursie piękności, nieustanne poddawanie się ocenie, wiąże się z dużym stresem. Moja droga do finału była po części kwestią przypadku. Wszystko potoczyło się bardzo szybko i nawet nie miałam czasu przemyśleć, czy tego chcę. Teraz wiem, że wolę być zwykłą dziewczyną, której od czasu do czasu ktoś powie miły komplement, niż być kobietą, która MUSI być piękna, skoro jest tam, gdzie jest i zamiast słów zachwytu, często może usłyszeć wytykanie swoich wad. To, że charakterem pozostałam tą samą dziewczyną z Politechniki, która szybciej się popłacze, niż odpowie ogniem na atak sprawiło, że ciężko mi było się odnaleźć w roli "celebrytki". 

Tutaj się troszkę różnimy. Ja byłam odważna i świadoma tego, z czym wiązał się udział w konkursie. Występy mnie mobilizowały. Denerwowałam się, ale cóż… tłumaczyłam sobie, że sama w to weszłam i muszę podołać. Poza tym, nic złego się nie działo, zwykłe, czyste reguły tej gry – tak ma być, mają mnie oceniać i na pewno będzie sporo lepszych ode mnie, choć nie jestem zła, bo i tak daleko zaszłam. Taka jasna i klarowna postawa pomagała mi iść do przodu z mocną psychiką i optymizmem. Nikt fachowo nie przygotowywał nas psychologicznie do udziału w konkursie. Nikt nas do niczego nie zmuszał, więc wystartowały tylko te wytrwałe i mocne. Wsparcie zapewne każda z nas miała w najbliższych, w rodzinie, w przyjaciołach. Ja takie miałam. 

To jak myślisz mamo, czy warto jest brać udział w konkursach piękności? Jakie są plusy i minusy udziału w takiej zabawie? 

Nie odpowiem, czy warto, bo to dla każdego indywidualna sprawa i decyzja. Zależy od motywu, jakim kierują się kandydatki do korony najpiękniejszej. Zależy od tego, co chcą osiągnąć i czego oczekują. 

Plusy udziału w konkursie są takie, że na lata pozostają wspomnienia i dużo miłych znajomości. Minusy takie, że ciągle jest przypięta etykietka "Misski". To okropne, jak ludzie często przypinając taką etykietkę osobie, wyobrażają sobie, że dziewczyna pewnie nic nie umie, bo to przecież "Miss". Ponadto nie można się spokojnie zestarzeć, bo ciągle ludzie oglądają i oceniają przez pryzmat konkursu. A ja chciałabym mieć już spokój, bo każdy wiek ma swoje prawa i przed laty skończyła się moja rola miss, a potem przyszedł czas na inne, ważniejsze zadania życiowe. 

A Ty córuś co sądzisz na ten temat? Czy konkurs Miss Polonia dał Ci to, na co liczyłaś? Co dał Tobie? 

"W życiu piękne są tylko chwile", a tych chwil w minionym roku było bez liku. Czułam zaszczyt i dumę podczas reprezentowania mojej uczelni za granicą i w Polsce. Poznałam wielu naukowców, dzięki którym upewniłam się, że jestem na dobrej drodze do spełnienia zawodowego i samorealizacji. Przyszłość to przede wszystkim marzenia. Aby coś się zdarzyło, trzeba to sobie wymarzyć. Ja marzyłam o interesujących studiach i poznawaniu świata w wielu jego aspektach, ale nade wszystko o spotykaniu wartościowych ludzi. To wszystko dzięki konkursowi Miss Politechniki się spełniło, dało poczucie satysfakcji, ale też nie wbiło w zadufanie, bo choć chcę się rozwijać, doskonalić, zdobywać coraz wyższe szczyty, to mam świadomość, że jak powiedział J. L. Wiśniewski "Dążenie do doskonałości potrafi czasem pokazać, jak bardzo jesteśmy niedoskonali".

   

Konkurs Miss Polonia był już zupełnie inną bajką, ale niczego nie żałuję. Każde doświadczenie czegoś nas uczy. W życiu trzeba częściej mówić: tak, bo odmawiając, kiedyś będziemy żałować: co by było gdyby… . Dziś jestem bardzo szczęśliwa, otoczona miłością najbliższych i otwarta na nowe wyzwania. 

I to jest najważniejsze. A ja tak sobie myślę po tej naszej rozmowie, że choć minęło ponad 20 lat, to konkurs Miss Polonia wcale aż tak się nie zmienił. Bo konkurs tworzą ludzie i ich emocje. A te wciąż są takie same – niezależnie od tego, czy mamy 1988, czy 2011 rok. 

wywiad autoryzowany
wywiad na prośbę Globmiss przeprowadziła Katarzyna Żebrowska 
przygotowane i publikacja: Globmiss Dawid Baraniak
zdjęcia: przesłane przez Mariolę Rysik i Grażynę Rysik do publikacji są własnością ich i ich autorów / archiwum Globmiss (Dawid Baraniak, Małgorzata Chajkaluk) / Mission Beauty / KFF Focus / Jerzy Szamborski