niedziela, 20 maja 2012

Renata Sołtyk-Lipska - choreograf Miss Polonia - wywiad

"Nie mam czasu na nudę"
Jej życiową pasją i miłością jest… taniec. Przez wiele lat tańczyła w Kieleckim Teatrze Tańca, a jej zawodowym guru była i jest Elżbieta Szlufik-Pańtak, dyrektor KTT. Zawsze pasjonowała się teatrem, a najbardziej interesowało ją to, co się dzieje za kulisami. Po maturze zdawała do Akademii Teatralnej w Warszawie. Nie powiodło jej się, więc znalazła inną drogę – tańczący teatr – czyli dwa w jednym. Ukończyła Akademię Świętokrzyską na wydziale pedagogiki kulturalno-oświatowej, studium choreograficzne, studia podyplomowe wychowania fizycznego i inne. Mówi o sobie, że na co dzień jest zwykłym nauczycielem, niezwykłego przedmiotu – tańca – niezmiennie od 19 lat, w Zespole Szkół Społecznych im. M. Reja w Kielcach. Należy więc do grona tych szczęśliwców, którzy robią w życiu to, co kochają. 

Od niedawna ma też nowego „konika”. To zdrowe odżywianie i ruch z tym związany. Stara się zarazić tym swoich uczniów i chyba jej się udaje, bo projekt, który wspólnie z nią opracowali pt. „Czy wiesz, co jesz?”, zdobył I miejsce w województwie świętokrzyskim! Efekty tych działań można zobaczyć na stronie www.czywieszcojesz.cba.pl

Nie ma czasu na nudę. A gdyby taka nastąpiła, to zaraz znajduje sobie coś nowego. Ostatnio Gimnazjalne Zawody Gimnastyczne, których jest pomysłodawcą, wykonawcą, reżyserem, prowadzącą itp. Wkłada w nie wiele pracy i zaangażowania, ale jak widzi efekty, to serce rośnie, bo ma nadzieję, że przyczynia się w ten sposób do rozwoju gimnastyki w szkołach.

Ma męża Marcina, lektora, którego głos zwykle słychać w czasie finałów Miss Polonia oraz córkę Julię, która coraz częściej staje się jej doradcą. Uwielbia jeździć na nartach i rowerze, dlatego chętnie wyjeżdża z dziećmi na obozy zimowe. Od dwóch lat jest głównym choreografem finałowej gali Miss Polonia i właśnie dlatego poprosiliśmy ją o rozmowę.


Witam Cię serdecznie Renatko! Skąd wzięłaś się w Miss-biznesie? Od lat współpracujesz z konkursem Miss Polonia, jak wspominasz swoje pierwsze doświadczenia związane z tą imprezą? 

Moja współpraca z konkursem Miss Polonia rozpoczęła się w roku 1994 w Kielcach. Pierwsze „moje” wybory Miss Polonia Ziemi Świętokrzyskiej przygotowywałam z Elżbietą Szlufik, a reżyserował ten koncert Leszek Kumański, znany reżyser, z którym później spotkałam się wielokrotnie, również przy pracy nad ogólnopolskim finałem. Mój pierwszy samodzielny finał regionalny to rok 1997. Wymyśliłam konwencję bajkową - po raz pierwszy koncert miał temat przewodni i tego trzymałam się później przez wiele lat. W 1999 r. rozpoczęłam współpracę z Anetą Czaban, która już gościła na łamach Globmiss. Aneta była wspaniałym producentem. Pamiętam, jak wymyśliłam sobie, że dobrze byłoby, aby dziewczyny miały czerwone kwiaty we włosach, to Aneta wykopała mi je „spod ziemi”, co w dobie braku Internetu nie było łatwe. Ja zajmowałam się całą stroną artystyczną. Nasze koncerty były dopracowane na ostatni guzik. Każdy miał swój tytuł: „Dziewczyna Bonda”, „Latino Miss”, „Musicale, musicale…”, „Miss tysiąca i jednej nocy” i wiele innych. Zawsze był temat przewodni, odpowiednio dobrana przeze mnie muzyka, choreografia, często taneczna, odzwierciedlała współczesne trendy. Jednym słowem byłyśmy sobie sterem, żeglarzem, okrętem.

Stałym krytykiem mojej pracy przy realizacji wyborów regionalnych był Konrad Smuga, Kielczanin, jeden z najlepszych reżyserów w Polsce, a prywatnie dobry kolega. Słyszałam, że a to koncert był za długi, a to źle ustawione wyjścia itp. Byłam pilną uczennicą. Jego krytykę przyjmowałam z pokorą, choć początkowo nie zawsze się z nią zgadzałam. Poprawiałam, poprawiałam, poprawiałam. Myślę, że to był okres, w którym najwięcej się nauczyłam. Aż pewnego razu usłyszałam: „Dziś nie mam się do czego przyczepić!”. Brzmiało to jak największy komplement. 

Z Anetą nasza współpraca przy tworzeniu koncertów Miss Regionu Świętokrzyskiego trwała do roku 2007. Nie będę ukrywać, że gdy w 2008 r. zmienił się bezpośredni organizator wyborów w Kielcach i zaproszono innego choreografa, było mi przykro, ale tylko przez chwilę, bo…


W 2005 roku dostałam od Konrada Smugi propozycję pracy przy finale Miss Polonia, w charakterze drugiego choreografa. Pierwszym był również Kielczanin i dobry kolega, tancerz Mateusz Polit. Spełniło się moje skryte marzenie, bo kto nie marzy o pracy dla telewizji? Wszyscy o tym marzą, tylko niektórzy się do tego nie przyznają. Podjęłam wyzwanie i w Warszawie, a tak naprawdę najpierw nad Zalewem Zegrzyńskim, gdzie odbyło się pierwsze dla mnie zgrupowanie finałowe Miss Polonia, zderzyłam się z brutalną rzeczywistością. Realizacja programu telewizyjnego, a koncertów regionalnych to dwie rożne rzeczy. Znów nastąpił dla mnie czas nauki. 

Wówczas poznałam prezes BMP Elżbietę Wierzbicką, ówczesnego wiceprezesa Witolda Asminowicza, fana wyborów – Dominika Masny i wielu innych życzliwych i mniej życzliwych ludzi. Ciekawostką jest, że z Dominikiem miałam pierwszy kontakt w bardzo prozaicznych okolicznościach – ugryzła mnie w nogę osa, okazało się, że Dominik jest lekarzem i po prostu udzielał mi pomocy! Od „czasów osy” do dziś bardzo się przyjaźnimy. Później dzięki konkursowi Miss Polonia miałam zaszczyt pracować m.in. z Agustinem Egurollą, czy Jackiem Wazelinem (!). 

Moja współpraca z Biurem Miss Polonia trwa do dnia dzisiejszego, choć nie zawsze byłam twórcą choreografii (wyjątkiem był rok 2009, w którym pracowałam jako koordynator zgrupowania). W latach 2010 – 2011 byłam już jedynym, samodzielnym choreografem finałów Miss Polonia. Choć wiem, że nasza wspólna praca kiedyś się skończy, to ciągle mam nadzieję, że nie nastąpi to szybko, bo ja po prostu lubię pracować z tymi ludźmi i przy tej imprezie!

Zdradź nam na czym polega Twoja praca jako choreografa Gali Finałowej Miss Polonia? Kto najbardziej Ci w niej pomaga i wspiera? O czym decydujesz sama, a na co nie masz wpływu?

Praca choreografa przy tworzeniu koncertów finałowych to nie tylko nauka kroków, chodzenia… To tak naprawdę praca wychowawcza w trudnych konkursowych warunkach. Czasem trzeba kogoś przywołać do porządku, a czasem przytulić. Jeśli dziewczyny będą miały do mnie zaufanie, to koncert będzie spokojny, „uśmiechnięty”. A zaufania nie buduje się w godzinę lub dwie… Zwykle zgrupowanie trwa około 2 tygodnie i przez ten czas musimy się wzajemnie dobrze poznać. Zarówno one jak i ja musimy się podporządkować wielu telewizyjnym uwarunkowaniom. Wyjścia muszą być krótkie (ograniczenia czasowe), kandydatki zawsze muszą się prezentować na wybiegu, aby widz mógł dokładnie im się przyjrzeć, itp. Dziewczyny muszą wyglądać profesjonalnie, jak zawodowe modelki, muszą być piękne i uśmiechnięte. Najtrudniejsze w tej pracy jest to, aby przestawić im sposób myślenia. Tak naprawdę do konkursu zgłaszają się osoby, które zazwyczaj na co dzień nie mają wiele kontaktu ze sceną. I tu jest problem…

To, co jest na pewno bardzo interesujące podczas zgrupowań, to miejsca, w których się odbywają. Podczas ostatniego konkursu najpierw spotkaliśmy się w Egipcie w Sharm El Sheik w pięknym hotelu Savoy, a potem w równie uroczym Czorsztynie, w hotelu Kinga. Czasem dziewczyny (ja raczej rzadko) mają czas na to, aby skorzystać z zabiegów i atrakcji oferowanych przez organizatorów… Zawsze jesteśmy bardzo miło przyjmowane i wzbudzamy zainteresowanie. To bardzo osładza te trudne chwile, podczas których są nerwy, łzy, niepotrzebne nieporozumienia spowodowane zwykłym zmęczeniem. Nasza doba zaczyna się o 6.00, a kończy często w środku nocy, więc dochodzi jeszcze walka z niewyspaniem. Co ciekawe, to zdarza mi się prawie na każdym zgrupowaniu, że partnerzy osobiści naszych kandydatek nie wytrzymują ciśnienia medialnego, które tworzy się wokół ich ukochanych i po prostu porzucają swoje dziewczyny!!! Wiem, że to nieprawdopodobne, ale prawdziwe. Jaki jest wówczas stan psychiczny kandydatek, możecie się tego domyśleć… A na zajęciach trzeba się… uśmiechać. Wtedy trzeba podtrzymywać na duchu, przytulić, porozmawiać. Często dziewczyny traktują mnie jak mamę. Może to dobrze. Na zgrupowaniu następuje zawsze taki czas, kiedy dziewczyny zaczynają tak po ludzku tęsknić za rodziną, domem itd. 

Mam to szczęście, że pracuję ze wspaniałymi ludźmi, z którymi obdarzamy się wzajemnym zaufaniem. Dzięki temu mam wpływ na wybór muzyki, ale niezależny ode mnie jest scenariusz: ilość i kolejność wyjść, koncepcja koncertu, występujący artyści. Moim zadaniem, jest tak przygotować dziewczyny, aby dopasować się do całości. 

W mojej pracy bardzo wspiera mnie mój mąż. To on opracowuje muzykę (miksuje), wgrywa teksty lektorskie itp. A często bardzo marudzę (!). To ogromny komfort dla choreografa mieć taką osobę przy swoim boku. Można powiedzieć, że tworzymy taką małą spółkę producencką….

Koniec zgrupowania to koncert finałowy czyli wielogodzinne próby, ciągła walka z czasem i stresem. Przyznam, że podchodzę do nich bardzo emocjonalnie i zmęczenie jest po nich ogromne, ale satysfakcja również duża. 

To wobec tego opowiedz, jak wygląda przedkonkursowe zgrupowanie i przygotowania do finałowej gali? Wiadomo próby, próby, próby... A poza tym?

Jeśli myślisz, że to tylko praca na sali prób, to się mylisz. W czasie zgrupowania dziewczyny przygotowywane są pod każdym względem: dobór fryzury, makijażu, sesje zdjęciowe, przymiarki strojów i butów, zabiegi kosmetyczne, nauka autoprezentacji i w końcu sposobu poruszania się. Często bywa tak, że na zajęcia choreograficzne dziewczyny przychodzą po wielu godzinach przygotowań, sesji fotograficznych, zdjęć dla TV i nie mają już siły na ćwiczenia fizyczne, a te codziennie muszą się odbyć. Zgrupowanie to także stały wyścig z czasem. Często wstajemy o godz. 5-6 rano, aby zdążyć się przygotować do następnych zajęć lub przejechać z miejsca na miejsce. Ja oczywiście jestem cały czas z nimi i staram się wyrwać każdą wolną chwilę na pracę nad ruchem scenicznym.

Zajęcia choreograficzne zawsze zaczynamy od rozgrzewki, takich małych zajęć fitness. Muszę przyznać, że kondycja fizyczna dziewcząt często wiele pozostawia do życzenia, a koncert transmitowany na żywo wymaga wiele siły. Wiem jednak, że na przestrzeni lat bardzo się to zmienia. Teraz coraz częściej dziewczynom nie są obce zajęcia fitness, nawet tym najszczuplejszym. Kiedyś bywało tak, że kandydatki po pierwszych zajęciach mdlały z wycieńczenia, a było to efektem zwolnień z wychowania fizycznego w szkole. Omdlenia zdarzają się do dziś, ale częściej z powodu stresu, przepracowania. 

Po rozgrzewce przechodzimy do ćwiczeń w ładnym chodzeniu. Niestety muszę zauważyć, że na etapach regionalnych rzadko osoby przygotowujące kandydatki zwracają uwagę na sposób stawiania stóp, ustawienia przy mikrofonie, zatrzymywania się itp. W czasach kiedy kobiety chodzą głównie w spodniach, ich sposób poruszania się pozostawia wiele do życzenia. Pamiętajmy też, że kandydatki na Miss Polonia to zazwyczaj dziewczyny wysokie, które na co dzień nie zakładają szpilek. I efekt jest taki, że piękna dziewczyna stawia stopy do środka, zatrzymuje się w rozkroku, co na scenie bardzo ją oszpeca, wygląda nieestetycznie. Nad tym pracujemy najwięcej.

Tworzenie układów choreograficznych to jakby efekt finalny naszych zajęć. Uważam, że jeśli dziewczyna pięknie chodzi po wybiegu, to nie musi robić wyszukanych figur tanecznych, aby profesjonalnie się zaprezentować. Największą trudność sprawia przygotowanie układów tzw. eliminacyjnych. Na etapie przygotowań nie wiemy przecież, które dziewczęta przejdą do finałowej 10 i które znajdą się w top 5. Przygotowuję więc prezentację z „kluczem”. Musi on być tak zrozumiały i zapamiętany, aby w czasie koncertu, w atmosferze stresu i pośpiechu, każda kandydatka wiedziała, gdzie powinna się znaleźć. W praktyce wygląda to tak, że wszystkie wyjścia eliminacyjne ćwiczymy na co najmniej 1000 sposobów, a w czasie koncertu, po informacji kto przeszedł do następnego etapu, rozpisuję kolejność wyjścia na scenę na dużym kartonie. Na ostatnim grudniowym koncercie usłyszałam: „Pani Renato, wygląda Pani jak trener koszykówki, który w czasie meczu ustala strategię!!!” Chyba coś w tym jest….

A jeśli dodam, że przerwa między wyjściami trwa np.: 5 minut, i w tym czasie dziewczyna musi się przebrać, ustalić kolejność, pomyśleć, gdzie powinna wyjść, poprawić makijaż i uczesanie, to wyobraźcie sobie w jakim to pośpiechu się odbywa. Każdy, kto był za kulisami, wie, o czym mówię…

No właśnie, wspomniałaś, że uważasz, że jeśli dziewczyna pięknie chodzi po wybiegu, to nie musi robić wyszukanych figur tanecznych, aby profesjonalnie się zaprezentować. A jednak czytałam zarzuty, jakie czasem padają pod Twoim adresem, że Twoja choreografia nie jest zbyt wyszukana. Jak reagujesz na krytykę i co odpowiesz krytykującym?

Wiem, że czasem padają słowa krytyki pod moim adresem, że układy są statyczne, za dużo chodzenia, a za mało tańca itp. Prawda jest taka, że staram się przemycać elementy taneczne w układach, co nie zawsze jest zaakceptowane przez reżysera i producenta koncertu lub po prostu nie jest pokazane w czasie transmisji na żywo. Wiele zależy od realizatora gali. Wiesz Kasiu, bo wielokrotnie bywałaś na koncercie finałowym na widowni, że odbiór na żywo jest zupełnie inny niż w TV. Czasem lepszy, czasem nie. Mnie zależy najbardziej, aby moje Miss wyglądały na scenie interesująco, aby nie bały się kamer, pokazały trochę swojej osobowości. Ludzie lubią oglądać potknięcia dziewczyn, patrzeć, jak nie radzą sobie z krokami tanecznymi, a pamiętajmy, że w dobie programów typu "Taniec z Gwiazdami" w Polsce mamy wielu „ekspertów tanecznych” !!! Gusty się zmieniają (to dobrze) i to co podobało się 10 lat temu, nie podoba się dzisiaj. A nasze kandydatki mają sprawiać wrażenie profesjonalistek na scenie i wiele z nich po całym cyklu przygotowań takimi się staje. Zakładamy, że Miss Polonia to nie konkurs taneczny!!! 

Z drugiej strony, czytam na forach, że „koncert był dobrze przygotowany, bo można było dokładnie przyjrzeć się kandydatkom…”. Jeśli dziewczyny przemieszczałyby się po scenie szybkim tanecznym krokiem, to nie byłoby takiej możliwości. Wybór kandydatki polega również na porównaniu, więc bezsensowne jest przygotowywanie układów o skomplikowanej formule… Dobrze jest, aby każde wyjście miało pomysł i tak zawsze bywa w moich układach. Takie jest moje zdanie, ale na konstruktywną krytykę zawsze czekam, bo przecież dzięki niej najwięcej się w życiu nauczyłam. No i wiele razy w ten sposób rodzi się wiele pomysłów.

Czy fakt, że finały Miss Polonia transmitowane są na żywo, działa na Ciebie raczej stresująco, czy raczej mobilizująco?

Produkcja na żywo bardzo podnosi adrenalinę. Wszystko musi się odbyć tu i teraz, a nie za chwilę. Kiedyś koncerty półfinałowe były nagrywane i to była bardzo nużąca praca, dziś finał mija w mgnieniu oka. Stwarza to też wiele sytuacji, których nie byłby w stanie wymyślić nawet najlepszy scenarzysta. 

A czy jest jakaś scena, na której szczególnie lubisz pracować? Wolisz amfiteatr, czy zamkniętą salę? Sceny małe, czy wielkie?

Zawsze wolałam pracować w teatrze. To dla mnie takie magiczne miejsce. Lubię słyszeć charakterystyczne skrzypienie teatralnej podłogi i ciszę. Po ubiegłorocznym koncercie Miss Mazowsza zakochałam się w niesamowitym Teatrze Kamienica w Warszawie. Wspaniała atmosfera, cudowni ludzie, bardzo duże możliwości techniczne. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam powrócę. Tak w ogóle to bardzo lubię pracować z ludźmi, których nazwałabym „NIE MA PROBLEMU”. Oni zawsze pobudzają mnie do działania i z nimi można góry przenosić.

Jakbyś podsumowała ten kilkunastoletni okres Twojej współpracy przy organizacji wyborów Miss, najpierw w regionie, a później już ogólnopolskich? Co uważasz za swój największy sukces, a co za największą porażkę?

Moim największym sukcesem jest to, że grupy w czasie zgrupowania, koncertu i wszystkich przygotowań zazwyczaj bardzo się integrują. Dziewczyny przez lata później utrzymują ze sobą kontakt. Kiedy na koniec próby generalnej dostaję kwiaty, zawsze towarzyszą temu łzy wzruszenia. Wtedy wiem, że jak to powiedziała kiedyś Ewa Wojciechowska: „A jednak warto”.

Małe porażki zdarzają się zawsze. Moją największą bolączką jest przygotowanie kandydatek do odpowiedzi na pytania. Kiedy widzę, jak potykają się na wizji, kiedy oglądają je miliony telewidzów – serce boli. To przecież „moje dzieci”. Dlatego też w 2011 r. postanowiłam, że za wszelką cenę przygotuję je (nie ma oczywiście mowy o wcześniejszym podaniu pytań) do odpowiedzi. Najtrudniejsze są proste zagadki. Zbierałam wśród znajomych pytania, które chcieliby zadać kandydatkom, kolega z pracy – Mariusz napisał ich nawet… 40. Ćwiczyłyśmy prezentacje w każdej wolnej chwili i chyba w tym roku było lepiej, choć nie cudownie. Może kiedyś uda mi się to wypracować… Mam nadzieję, że będę miała taką możliwość. 

No to teraz poproszę o trochę anegdotek i ciekawostek. Pamiętasz może jakieś wyjątkowe sytuacje z konkursu? Którą edycję szczególnie zapamiętałaś i dlaczego? Jakie było najśmieszniejsze i najstraszniejsze zdarzenie podczas tych kilkunastu lat? Największa "wpadka"? Czy jest może coś, czego żałujesz, albo co Cię zaskoczyło? 

Najbardziej obfitujące w niespodziewane wydarzenia było zgrupowanie w 2010 roku. Zbiórka wszystkich finalistek miała się odbyć 29 listopada o godz. 9.30 w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, o godz. 10.30 wizyta w programie „Pytanie na śniadanie”, a o 12.00 konferencja prasowa w PAP-ie. Niestety, tego dnia nastąpił niespodziewany atak zimy, śnieg sparaliżował cały kraj, Warszawę też. Dziewczęta nie dotarły na czas i wizytę w TVP2 musieliśmy odwołać z przyczyn technicznych. Nie kursowały autobusy, tramwaje, taksówki. Wspólnie z Biurem Miss Polonia postanowiliśmy, że za wszelką cenę dotrzemy na konferencję. I udało się, ale nie było wszystkich kandydatek. Później jakieś 4 godziny czekaliśmy na autokar i ostatnie dziewczęta. Arletta z Częstochowy ze łzami w oczach, po wielogodzinnej podróży, zamknęła nasz peleton. Po godz. 17 udało nam się wyruszyć w dalszą drogę do Władysławowa, gdzie miało się odbyć nasze zgrupowanie. Ruszyliśmy, a tak naprawdę staliśmy w gigantycznych korkach. Walczyliśmy z żywiołem, kiedy to dostałam telefon z domu, że moja córka miała wypadek samochodowy i leży w szpitalu. Co wtedy czułam, może wyobrazić sobie każda matka. Nic nie mogłam zrobić. Na miejsce dotarliśmy późno w nocy. Wspaniały hotel Velaves przywitał nas ciepło, ale to nie był koniec naszych przygód. Włamano nam się do autokaru parę godzin przed wyjazdem do Łodzi, gdzie odbywał się koncert finałowy, po drodze były fatalne warunki atmosferyczne…. Ten finał musiał być sukcesem i był. 

Każdy koncert jest inny. To, co się dzieje za kulisami jest zgoła odmienne od tego, co widać na widowni: nerwy, pośpiech, walka z czasem, plasterki na obtarte nogi, czasem igła z nitką, którą trzeba zaszyć sukienkę itp. W całym tym zamieszaniu jest pewien porządek. A to dzięki temu, ze pracują tam ludzie, którzy mają do siebie zaufanie. Każdy wie, co ma robić. Bywa, że jest dramatycznie.

Najbogatszy w takie wydarzenia był rok 2005. To był mój pierwszy koncert finałowy. W czasie pokazu tanecznego tancerzy – modeli, którzy nam towarzyszyli, jednemu z nich, w czasie wyskoku wypadło… kolano!!! Oprócz tzw. "łatania dziury”, która zrobiła się na scenie, za kulisami była akcja ratunkowa i szykowanie zastępstwa. Chwilę później jedna z kandydatek spadła z niezabezpieczonego schodka, obcierając wewnętrzną stroną uda o nieheblowane deski!!! Krew lała się do buta, a ja kleiłam plastry, panie od make up ratowały makijaż. Nie wyszła w odpowiedniej kolejności na scenę, ale udało się to zrobić na końcu pokazu. Niewiele osób to zauważyło, a my byliśmy bardzo rozemocjonowani. Przy takiej dramaturgii skręcenie na koniec nogi jednej z kandydatek nikogo nie wzruszyło. Jeśli macie ten koncert nagrany, zobaczcie go jeszcze raz i uwierzcie, że wiedząc, co się działo za kulisami, tzw. „sprawa kopert” na końcu nie ma żadnego znaczenia.

Kiedyś w czasie koncertu finałowego Miss Polonia Regionu Świętokrzyskiego jedna z kandydatek w czasie ogłaszania werdyktu zemdlała. Szybciutko została wyniesiona za kulisy. Jak już doszła do siebie, wyszła na scenę, aby za chwilę znów… zemdleć. Na szczęście Jacek Borkowski, który wówczas prowadził koncert, czuwał i podtrzymywał ją do końca. Byliśmy zestresowani, bo powstało zamieszanie. Po finale dowiedziałam się, że to był jeden z najbardziej emocjonujących momentów tego koncertu. Hm…

Czasem bywa śmiesznie. Jednego roku Dorota Gawron, która przekazywała koronę w zastępstwie swojej koleżanki Miss Polonia Marzeny Cieślik, wychodząc na scenę zapomniała… korony!!! Cały problem polegał na tym, że wszyscy: prowadzący, hostessy, modele, zaproszeni goście byli już na scenie i nie było możliwości wniesienia tego najważniejszego atrybutu. Leżąc na podłodze starałam się zwabić wzrokiem jednego z panów i pomimo całego zamieszania udało mi się!!! Korona została przekazana w odpowiednim momencie. Takich sytuacji, w których trzeba się ratować, w czasie koncertów jest wiele. A wszystko polega na tym, aby widz tego nie zauważył. Ważne, aby wyciągać wnioski.

A wzruszające chwile? Na pewno były też i takie.

W 2006 roku, tuż po przejęciu korony, Marzena Cieślik odwiedziła Kielce, moje rodzinne miasto. Jej zadaniem było przekazanie pomp do podawania chemii na oddziale onkologicznym Dziecięcego Szpitala w Kielcach. Miałam możliwość towarzyszyć jej w tym wydarzeniu. Tego, co zobaczyłam w oczach dzieci w chusteczkach na głowach, kiedy Marzena dawała im koronę do przymierzenia, potrzymania, nie zapomnę do końca życia. Miałam wrażenie, że było to cudowne ozdrowienie, choćby na chwilę. Bezcenny błysk w tych smutnych oczach.

Przejdźmy teraz do kandydatek do korony i tytułu Miss. Jako choreograf jesteś z uczestniczkami konkursu najbliżej i najdłużej. Dobrze je znasz. Zdradzisz nam swoje sympatie i antypatie? Czy Twoja ocena dziewczyn może mieć wpływ na werdykt końcowy?

Nie jestem w stanie ocenić, którą z kandydatek do tytułu lubię najbardziej. Wszystkie z nich traktuję jak swoje dzieci i wkładam w ich przygotowanie całe serce. Bardzo nie lubię, kiedy moje dziewczyny nie chcą współpracować, nie chce im się. Tak się niestety zdarza. I to jest dla mnie typ Anty-Miss. Taką kandydatką była Malwina Ratajczak. Dzięki temu jej współpraca z BMP szybko się zakończyła. 

Niekiedy werdykty są dla mnie duuużym zaskoczeniem, dlatego bardzo żałuję, że nie mam większego wpływu na wybór tej jednej, jedynej. Oczywiście wiele osób mnie podpytuje. Staję się tylko tzw. organem doradczym. W czasie wielu godzin spędzonych razem można poznać Miss – człowieka, osobę, która będzie reprezentować nasz kraj poza granicami. Niestety, widz w czasie 2-godzinnego koncertu nie ma takiej możliwości. W tym roku mamy Miss Polonia – człowieka o wielkim sercu, otwartą na ludzi, bardzo komunikatywną i piękną. Mam nadzieję, że uda jej się zaprezentować na arenie międzynarodowej z jak najlepszej strony. Trzymam mocno kciuki za Marcelinę!!!

Moje miss zapamiętuję raczej jako grupę. Taką wyjątkową, były kandydatki z 2010 roku. Czasem się zdarza, że płaczemy na ostatnich próbach z żalu, że nasza praca się kończy. W tymże roku łez było najwięcej. Wielokrotnie miałam wspaniałe dziewczyny na etapach regionalnych: Miss Mazowsza, Regionu Świętokrzyskiego, Ziemi Jeleniogórskiej. Na tym ostatnim zdarzyło mi się jeden jedyny raz usunąć kandydatkę ze zgrupowania. Dlaczego? Było wiele powodów, ale może pominę je milczeniem.

Znakiem czasu są dla mnie spotkania z dziewczynami sprzed lat. Niestety nie zawsze je rozpoznaję. Kiedyś były nastolatkami, a dziś to częstokroć dojrzałe, ale piękne kobiety. Czasem słyszę: „pani Renato, to ja, Beata, występowałam w roku …” (tu pada data i tytuł koncertu ). No tak, myślę wtedy, to jedna z moich „córek”… Może za sprawą tego wywiadu odezwą się do mnie moje dawne Miss? Czekam na Was na facebooku…

Zmierzamy do końca naszej rozmowy. Może jeszcze jedno pytanie. Jesteś związana z konkursami piękności w Polsce od kilkunastu lat. W tym czasie zaszły w ich organizacji oczywiście olbrzymie zmiany. Czy Twoim zdaniem te zmiany podążają w dobrym, czy w złym kierunku? 

Konkurs Miss Polonia na przestrzeni tych kilkunastu lat bardzo się zmienił. Kiedyś można tu było spotkać dziewczyny, które nie miały pomysłu na życie, dziś to w większości studentki z jasno sprecyzowanym celem. W tej chwili marka Miss Polonia jest wielkim przedsięwzięciem artystycznym, medialnym. Zwyciężczyni staje się celebrytką, rozpoznawalną w całym kraju. Myślę, że to dobry kierunek rozwoju. Ale nie zapomnijmy, że tak jak to zwykle bywa, nic nie zdarzyłoby się, gdyby nie ludzie, którzy przy tym pracują, pasjonaci tacy jak Ty Kasiu, Dominik Masny, Ela Wierzbicka, Dawid Baraniak, Damian Stroiński i wielu, wielu innych. Pozdrawiam ich bardzo gorąco! Czuję się zaszczycona, że mogłam Was poznać i przyjęliście mnie do swojego grona. I mam nadzieję, że jeszcze przez wiele lat będziemy się spotykać…

My też mamy taką nadzieję, a właściwie nie nadzieję, lecz pewność. Dziękujemy serdecznie za miłe słowa i za całą naszą rozmowę!

wywiad autoryzowany
wywiad na prośbę Globmiss przeprowadziła Katarzyna Żebrowska
przygotowanie i publikacja - Globmiss Dawid Baraniak
zdjęcia: prywatne archiwum Renaty Lipskkiej-Sołtyk