wtorek, 28 sierpnia 2012

Karina Wojciechowska - Miss Polonia 1991, Miss Planet 1992, pisarka - wywiad

"Niebo usłane grzechami"
KARINA WOJCIECHOWSKA – Miss Polonia '91, Miss Planet '92, autorka książki „Niebo usłane grzechami”. Poproszona o przedstawienie się czytelnikom mówi, że w swoim życiu odegrała wiele ról. Była zbuntowaną młodą dziewczyną słuchającą heavy metalu, Miss Polonią, modelką, konferansjerką, aktorką, młodą matką, samotną kobietą, szczęśliwą żoną, rozwódką, prężną businesswoman, kurą domową, bezrobotną… Tych ról było jeszcze wiele. A dzisiaj jest managerem pięknego SPA o nazwie skySPAce w Hotelu Andels w Łodzi, z którego rozpościera się widok, jakby naprawdę była to podniebna przestrzeń. Mieszka na wsi z dwójką dzieci, ma dwa psy i dwa konie, zaczyna drugi rozdział swojego życia. Czuje się doceniana, spełniona i szczęśliwa. „Musiałam wiele przejść, aby dzisiaj czuć to, co czuję i być tym, kim jestem. Niczego nie żałuję, ale czasami żal mi tej Kariny z pierwszego rozdziału, nie miała łatwo… Bardzo trudno jest mówić o sobie. Chyba łatwiej napisać książkę.”

Więc napisała... Wydanie książki „Niebo usłane grzechami”, jej autorstwa, stało się pretekstem do naszej rozmowy... :)


Witaj Karino! Cieszę się bardzo, że spotykamy się z tak radosnego powodu! Wydanie książki, to duży sukces i z całym Globmiss gratulujemy Ci go. Ale powiedz, jak w ogóle zrodził się pomysł na napisanie książki? 

Moja książka, pomysł na nią, był we mnie zawsze. Zawsze miałam w głowie różne historie, ale myślałam, że podzielę się nimi dopiero z moimi wnukami. Bo być może one znajdą chwilę czasu na babcine dyrdymały. Siedząc w bujanym fotelu, w zimowe wieczory, będę opowiadać te prawdziwe i te zmyślone historie, takie, które bywają wesołe, smutne, upiększone, okrojone, a czasem nierealne, a jednak prawdziwe. 

Aż w moim życiu stała się wielka pustka. Rozstałam się z mężem, tym samym zginęło moje marzenie o własnej szczęśliwej rodzinie, straciłam pracę, poważnie zachorowałam i nie miałam ochoty i powodu by żyć… Oczywiście tak tylko sobie marudziłam, bo żyć musiałam. Mam dzieci i to one były dla mnie motorem do działania. Bezskutecznie szukałam pracy i wtedy moje dwie przyjaciółki, powiedziały: „Ty przestań kombinować i wymyślać biznesy, ty pisz książki”. Wcześniej zapisywały wszystkie maile, jakie do nich wysyłałam, bo uwielbiały je czytać, wracać do nich jak do lektury… Pokazały mi je i przekonywały, że to jak piszę, może być moją przyszłością.

Posłuchałam ich i weszłam w świat, którego nie znałam, zatraciłam się w nim i zafascynowałam. Pisanie to coś pięknego. Jestem pewna, że jeżeli autor wkłada w tworzenie serce, uczucia, emocje, to czytelnik musi to czuć. Pisanie książki na pewien czas stało się moim światem, w którym zamykałam się z wielką przyjemnością. Czasami czułam, że z jakiegoś powodu nie mogę pisać, nie wiedziałam dlaczego, wtedy wracałam do świata realnego i uświadamiałam sobie, że nie mogę pisać, bo ręce mi się trzęsą, do oczu napłynęły łzy, przez które nic nie widzę, a serce wali tak mocno, że jak się nie uspokoję, to nie dokończę tej książki, bo dostanę zawału. I chyba właśnie dzięki takim uczuciom przelanym na kartki papieru, które okazały się doskonałym, cierpliwym słuchaczem, czytelnicy piszą do mnie, że czują mnie w tej książce każdym fragmentem kolejnej historii… Chyba właśnie o to mi chodziło. Chciałam pokazać, że Miss Polonia to nie woskowa piękność, ale człowiek z krwi i kości, nie bezmyślna lala nastawiona na przyjmowanie komplementów, ale zwykła kobieta, która ma normalne życie i problemy, a przez to, że dostała od losu urodę, może czasami bardziej skomplikowane i znacznie trudniejsze, niż przeciętna osoba.

Do kogo adresujesz swoją książkę? Kto w pierwszej kolejności powinien do niej sięgnąć?

Pisząc nie zastanawiałam się nad tym, do kogo ją adresuję. Ponieważ jest w niej historia bycia Miss Polonia, to wiedziałam, że zainteresuję nią osoby, które są z tym tematem związane. Myślę, że wszystkie młode dziewczyny, i te które mają jakieś plany co do konkursów piękności, i te które nigdy nie wezmą w nich udziału, przeczytają tę książkę z przyjemnością i zaciekawieniem. Kobiety dojrzałe „odnajdą w niej chwilę zapomnienia”, „rozbawi je do rozpuku, ale i zasmuci do łez” (to słowa czytelników). Jestem pewna, że zastanowią się nad tym, że nie tylko ich życie bywa trudne, ale osób, które postrzegane są jako szczęściarze, bywa jeszcze trudniejsze. Mężczyźni, którzy sięgnęli po tę książkę, piszą: „nie wiedziałem, nie miałem pojęcia, że kobiety tak mogą, mają takie życie i mają tyle siły”. Tak, chciałam pokazać, że nie tylko idealne ciało, młodość, radość mogą być piękne, że to, co jest często skrywane, bo wstyd, bo nie wypada, bo nie można być słabym, te wszystkie niedostatki też w kobiecie mogą być piękne. Myślę, że nie ma grupy, do której adresowałabym tę książkę. Jest dla każdego, niezależnie od płci, od sposobu życia…To taka historyjka z bohaterką, której oddałam swoje przygody i swoje emocje, która jednak nie jest mną. Ja jestem jeszcze bardziej zakręcona i mam jeszcze więcej przygód, ale w to nikt by nie uwierzył… 

Wiem, że jest wiele osób z literackim talentem, które marzą o publikacji własnej książki, ale nie mają tyle odwagi co Ty, by podjąć to wyzwanie. Albo nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Jakich rad mogłabyś im udzielić? Od czego powinny zacząć, gdzie się zwrócić z gotowym materiałem? Jak to wyglądało w Twoim przypadku?

Droga do wydania książki nie jest łatwa, ale mimo to jestem pewna, że warto pisać i zachęcam do tego bardzo mocno. Jeżeli ktoś czuje, że chce, że ma coś do powiedzenia, to nie powinien zwlekać. Powinno się zbierać notatki, zapisywać myśli, wspomnienia, pomysły, wszystko, co kiedyś może posłużyć nam do napisania książki. Trzeba być konsekwentnym i umieć odizolować się od otaczającego świata na czas pisania. Niektórzy pisarze wyjeżdżają na odludzia, aby móc tworzyć swoje powieści. Ja potrafiłam stworzyć swoją własną bezludną wyspę pozostając w domu, ale najlepiej pisało mi się nocą, kiedy nic nie odrywało mnie od moich myśli i od świata, w który wchodziłam głęboko. 

Następny etap to rozsyłanie swojej książki do różnych wydawnictw i niepewność ciągnąca się miesiącami. Czy to jest dobre, czy to miało sens, a może źle piszę i mnie wyśmieją, a może to głupie, że zabrałam się za pisanie, może powinnam w tym czasie szukać roboty, a nie marnować czas? Przychodzą odmowy, ale bez recenzji i bez wyjaśnień. To nie jest miłe i powoduje, że traci się wiarę. Ale miałam szczęście i spotkałam pisarkę, która powiedziała mi: „Wydaj e-booka. Ja teraz wydaję książki papierowe, ale też tak zaczynałam. Wydawcy przeglądają e-booki i szukają talentów i ciekawych książek.” Posłuchałam i mam nadzieję, że to jest dopiero początek. A kiedy wzięłam do ręki pierwszy egzemplarz swojej książki, wiedziałam, że było warto było. Tego uczucia nic nie zastąpi.”


Spełniłaś zatem swoje marzenie. Kiedy przystępowałaś do pisania, miałaś zapewne jakąś wizję, wyobrażenie o tym, jak chciałabyś, żeby Twoja książka wyglądała. Na ile efekt końcowy Twojej pracy, który trafił do dystrybucji, odbiega od tych Twoich pierwotnych wyobrażeń? Czy jesteś zadowolona, czy raczej krytycznie nastawiona? Czy teraz myślisz sobie: "Kurcze, mogłam tyle rzeczy napisać inaczej?"

Ta sama znajoma pisarka, o której wcześniej wspomniałam, powiedziała mi: „Pamiętaj, z niczego się nie tłumacz. Napisałaś i już tego nie cofniesz, niczego nie żałuj.” No i właśnie tak robię. Niczego bym nie zmieniła, nawet nigdy tak nie pomyślałam, zrobiłam wszystko, co mogłam, najlepiej jak mogłam.

Od początku miałam ogólny zarys mojej książki, wizję, ale za każdym razem kiedy siadałam do pisania, zmieniałam koncepcję i tworzyłam ją na żywo. Trzymałam się planu, który wcześniej stworzyłam, ale muszę przyznać, że niektóre historie zaskoczyły mnie samą. One były we mnie, w mojej głowie, ale dopiero kiedy przelałam je na papier i kiedy je „zobaczyłam” uświadomiłam sobie, co tak naprawdę w sobie noszę. Pewnych rzeczy się nie spodziewałam, nie wiedziałam, że będę mogła o nich tak powiedzieć, tak je wykreować, czy tak je wymyślić. Naprawdę czasami zaskakiwałam samą siebie. Fajnie jest odkryć swoje nowe możliwości. Jestem pewna, że każda sztuka właśnie tak działa. Malowanie, rzeźbienie, jakiekolwiek tworzenie, rozbudza umysł w trakcie powstawania dzieła. Polecam, polecam, polecam…

Niestety nie wydałam książki w wydawnictwie o jakim marzyłam, ale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Wierzę w to, że moja książka znajdzie się na dobrych półkach. Tymczasem smutno mi, że nie stać mnie było na profesjonalną korektę tekstu. Gdybym wiedziała, że dostanę zaledwie taką, to skupiłabym się bardziej na pisaniu bez błędów, jednak treść była w trakcie tworzenia dla mnie podstawą. A dodatkowo naczytałam się o tym, że książka przechodzi minimum trzy korekty i odpuściłam sobie ten temat, tymczasem moja tylu korekt nie przeszła. Marzę o lepszej jakości wydruku i oczywiście o najlepszych księgarniach. Niebywale cieszą mnie opinie czytelników i recenzje innych wydawców. Dowiedziałam się na przykład, że jestem dojrzała literacko, co zaskoczyło mnie niezmiernie, bo to, że jestem dojrzała jako człowiek, to wiem już od dawna, ale jako literat, to dla mnie nowość.

Wiemy już, jak Ty sama odbierasz swoją książkę. A jak Twoja powieść została odebrana przez czytelników? Czy pojawiły się jakieś komentarze, sugestie? Czy spotkałaś się z jakąś krytyką i jaki masz do niej stosunek?

Bywają negatywne opinie na temat mojej książki. Na przykład, że jest zbyt ostra, albo niepotrzebnie wulgarna, że opowiadam o sprawach o których się nie mówi. A ja właśnie tak chciałam o tym powiedzieć. A literatura ma prawo, tak jak każda inna sztuka, do wyrażania się w sposób, w jaki tylko autor sobie wymyśli. Zaś krytyka ma prawo być nieprzyjemna i ostra. Miło mi jednak, że nikt nie ocenia negatywnie samego mojego sposobu pisania, w tej kwestii spotykam się z bardzo pochlebnymi opiniami. To motywuje do kolejnej książki. Tematyki jeszcze nie wybrałam, ale już zapisuję złote myśli, szczególnie lubię te, które przychodzą nocą.

Opowiedz teraz o promocji swojej książki. Co do tej pory już się wydarzyło w tym temacie, a co jeszcze planujesz?

Pierwszą promocję mam już za sobą. Odbyła się ona w trakcie Festiwalu „Łódź Miastem Kobiet” podczas Wieczoru Miłośników Książki i było to dla mnie bardzo ważne wydarzenie. Nie był to tradycyjny wieczór autorski, ale raczej swego rodzaju przedstawienie. Goście na widowni, a ja na scenie. Prezentacja, moja historia, pytania, odpowiedzi, refleksje, żarty i nawet ku memu zdziwieniu wniesiono koronę i dokonano koronacji. Było jeszcze kilka elementów zaskoczenia, przy których uroniłam łzę. Goście bawili się dobrze, a dopisali szczególnie, bo przyszli Ci, których widziałam 21 lat temu, kiedy wygrałam wybory Miss i Ci, którzy poznali mnie zaledwie wczoraj, jak również Ci, którzy po prostu chcieli przeczytać taką książkę. Były osoby w wieku i 12, i 90 lat. Nawet nie oczekiwałam tak dużego zainteresowania. Było mi bardzo milo, a zarazem czułam ogromną tremę. Występowałam na scenie i przed kamerami setki razy i nie mam już problemów ze strachem, a tutaj świadomość, że Ci wszyscy ludzie przyszli tylko dla mnie, spowodowała, że drżały mi łydki i broda skakała. Chciałam dla nich być najlepsza, doskonała… Czy mi się udało? Myślę, że było fajnie. Wszyscy składali mi ciepłe gratulacje i byli bardzo serdeczni.

Planuję następne spotkania autorskie, planuję też następną książkę. To prawda, że życie pisze scenariusze, a my możemy je tylko przelać na papier. Dodatkowo odkryłam w sobie fantazję i choć wszyscy zastanawiają się, co w tej książce jest prawdą, a co fikcją, bo podobno trudno uwierzyć, czytając tę powieść, że nigdy nie byłam w więzieniu, to akurat ta historia jest całkowicie zmyślona, a powstała po to, aby zebrać w całość inne, czasami prawdziwe. Nie powiem procentowo, ile w mojej książce prawdy, a ile fantazji. Niech to zostanie moją słodką tajemnicą. Mogę jedynie śmiało odesłać do lektury osoby zainteresowane tym rozdziałem mojego życia, który jest związany z konkursem Miss i moją motywacją do wzięcia w nim udziału. W tym przypadku uczucia bohaterki to moje uczucia, jej losy, to moje losy… 

 
Karina z Barbarą Wrzesińską, Krystyną Sienkiewicz i Janem Kasprzakiem

No właśnie. Życie niemal każdej Miss Polonia samo w sobie spokojnie mogłoby posłużyć jako scenariusz niejednego filmu, albo stanowić kanwę niejednej powieści...

Plusów życia w koronie jest dużo. Gdybym nie wystartowała w konkursie Miss Polonia, dzisiaj może mieszkałabym nadal w moim małym rodzinnym mieście i nigdy nawet nie marzyła o zobaczeniu Tajlandii, Malezji, Afryki, Ameryki, Madagaskaru i innych magicznych miejsc. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że będę latać własnym samolotem, czy helikopterem na spotkania z gwiazdami, czy obiad z prezydentem. A ja takie przeżycia i mnóstwo innych, fantastycznych, prawie nierealnych, mam za sobą. Dzisiaj nikomu niczego nie zazdroszczę. 

Jednak minusy też istnieją. Samotność wśród ludzi, którzy nie są prawdziwymi przyjaciółmi. Są obok tylko po to, by coś zyskać. Często nie baczą na uczucia młodej dziewczyny, tylko traktują ją jak przedmiot, który ma zaprezentować produkt, uśmiechnąć się tam, gdzie potrzeba, a przez to załatwić to, czy tamto. Przedmiotowe traktowanie jest wkomponowane w bycie Miss, a ja jestem przekonana, ze można zupełnie inaczej, ale to rola organizatorów. Mam nadzieję, że to wszystko, co spotykało mnie, zmieniło się, chociażby w mentalności dzisiejszych Miss Polonia. Mnie powiedziano, że przez rok nie decyduję o sobie i moja wola jest nieistotna. I choć tak nie powinno być, nie protestowałam. Ja sobie z tym poradziłam, bo generalnie radzę sobie ze wszystkim, ale znam takie dziewczyny, które nie zniosły tego obciążenia. ”Miss to też człowiek” i to właśnie chciałam pokazać w swojej książce.

Czyli gdyby Twoja Córka wahała się, czy wystartować w konkursie Miss Polonia, czy też nie, odradzałabyś jej to, czy wprost przeciwnie?

Konkurs Miss Polonia to olbrzymie doświadczenie, przyśpieszona szkoła życia. Jeżeli moja córka podjęłaby decyzję, by wziąć w nim udział, na pewno miałaby we mnie olbrzymie wsparcie. Jednak wolałabym, aby tą szkołę życia przeszła zdecydowanie wolniej, naturalniej i spokojniej. Jest ładną, młodą dziewczyną i czasami rozmawiamy o jej ewentualnym starcie w wyborach Miss, ale ona nie może wyobrazić sobie, co czuje dziewczyna, która musi zejść ze sceny jako przegrana i to bardzo ją hamuje przed udziałem w konkursie. Martyna gra w golfa i w tym sporcie wynik, jaki osiągnie, zależy od niej, jest w jej rękach, a w konkursach piękności wszystko zależy od jurorów i szczęścia. Gusta bywają bardzo odmienne. Dla mnie moja córka jest najpiękniejsza na świecie, a dla innych…? Nigdy ocena nie jest do końca obiektywna, składa się na nią wiele czynników. Ja miałam dobry dzień, szczęście i radość, wcale nie byłam najpiękniejsza…

Karina z
Tadeuszem Rewińskim
Wspomniałaś, że jednym z największych plusów udziału w wyborach Miss, jest możliwość podróżowania. Odmienne kultury i kraje poznaje się m. in. przy okazji reprezentowania Polski na międzynarodowej arenie. Ty wzięłaś udział w dwóch międzynarodowych konkursach piękności. Pierwszym z nich był Miss World. Ta edycja, w której Ty brałaś udział, była dość wyjątkowa, można powiedzieć pechowa. Organizatorzy mieli wówczas problemy finansowe i słyszałam nawet, że finałowa gala odbyła się "w baraku". Jak to wyglądało z Twojej perspektywy, jako uczestniczki? Czy zgrupowanie w Londynie, czy też w USA spełniło Twoje oczekiwania?

Nie miałyśmy pojęcia, że konkurs przeżywa jakikolwiek kryzys. Kilka dni zgrupowania w Londynie, następnie podróż do RPA - Johannesburg, Pretoria, Kapsztad, najlepsze hotele, wspaniałe przyjęcia, zawsze ochrona i eskorta policji, pokazy mody, programy telewizyjne, nagrywanie teledysków, szalone wycieczki, przepiękne jachty, wszystko tylko dla nas. Oczywiście zawsze towarzyszą takim imprezom działania charytatywne i my też prowadziłyśmy akcję „Operacja głód”, na rzecz głodujących dzieci w Afryce. Później wyjazd do Nowego Jorku, który w tym czasie był bajkowo piękny, bo właśnie zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Nigdy później nie widziałam równie cudnych choinek sięgających nieba i śnieżynek jak z bajek oglądanych w dzieciństwie. Kolejny etap naszej podróży to Atlanta, gdzie w luksusowym hotelu Nikko poświęciłyśmy się próbom do gali finałowej. Gala ta nie odbyła się w baraku, ale w hali widowiskowej. Nie była to Sala Kongresowa, do której przywykłam, ale nie miałam złych odczuć, ponieważ zdawałam sobie sprawę, że głównie chodzi tu o produkcję telewizyjną. Dodatkowo słyszałam od znajomych, że w Ameryce nawet marmury są sztuczne, a w telewizji zwykłe szkło amerykańskie wygląda jak diamenty. I tak właśnie wyglądała moja przygoda. O problemach Morleyów w owym czasie dowiedziałam się dopiero po latach.

Drugim konkursem, w którym wzięłaś udział był konkurs Miss Planet zorganizowany w Bułgarii. Pojechałaś tam i...wygrałaś go. Jest on w Polsce bardzo mało znany i do dziś mało kto wie o Twoim sukcesie. Powiedz zatem, czym był dla Ciebie tytuł Miss Planet, czy zmienił coś w Twoim życiu? Jakie wiązały się z nim obowiązki i jakie nagrody otrzymałaś?

Jako Miss Planet'92
m.in. z Piotrem Stawickim
Otrzymałam nagrodę pieniężną - 1000 $. To niby nie dużo, ale na tamte czasy i nie mało. Odbyły się zaledwie dwie edycje tej imprezy. Niestety bułgarskich organizatorów spotkał olbrzymi kryzys w ich kraju i nie udało im się przetrwać. Szkoda, bo pomysł był ciekawy i przyszłościowy. Pieniądze uzyskane z tego konkursu zasilały cel ekologiczny i taki był zamysł tego działania. Dzięki niemu ludzie mogli dowiedzieć się o problemach ekologicznych w krajach, z których przybyły dziewczyny. Ja opowiadałam o zanieczyszczeniu Śląska. I naprawdę miałam o czym mówić.

Ten konkurs przedłużył moje panowanie jako Miss. Kiedy już oddałam koronę Miss Polonia, nadal miałam tytuł Miss Planet. Tak więc sumując moje panowanie, koronę Miss nosiłam ponad dwa lata. Jako Miss Planet odbyłam dużo podróży i miałam nawet własny samolot. Bywałam w Cannes i brałam udział w wytwornych przyjęciach. Naprawdę było miło. Koronę oddałam niechętnie Miss Rumunii.

O kulisach tego konkursu również piszę w swojej książce, może już nie tak dokładnie, jak o Miss World, ale wspominam o nim również.

I tym sposobem wracamy do punktu wyjścia naszej rozmowy, czyli do Twojej książki. Jest ona, podobnie, jak Twoje życie nierozerwalnie związana z wyborami Miss.

Historia mojego udziału w wyborach Miss jest tam jak najbardziej prawdziwa. Uważam, że każda z dziewczyn, która była na konkursie międzynarodowym ma olbrzymie doświadczenie. Powinna przekazać je kolejnej Polce, która ma reprezentować nasz kraj. Nie rozumiem, dlaczego się z tego nie korzysta. Może nie każda z nas potrafi być nauczycielem, czy opiekunem, ale ja i na pewno jeszcze kilka innych weteranek mogłybyśmy opowiedzieć: co robić, jak się zachowywać, na co zwracać uwagę, co jest ważne, co mówić i jak mówić… Te niby szczegóły są niezmiernie istotne, a wiedzą o nich tylko osoby, które to przeżyły. Dodatkowo przygotowanie pod względem autoprezentacji, poruszania się, ubioru, np. Miss Wenezueli pracuje nad tym latami, ja nie pracowałam nawet minuty. Dla mnie nie ma dyskusji na temat tego, dlaczego nie mamy sukcesów na konkursach międzynarodowych, lub mamy nie do końca takie, o jakich marzymy. Polki są piękne, a Wenezuelki są piękne i perfekcyjnie przygotowane. 

Karina z Piotrem Stawickim
i Julią Morley
Konkurs tej rangi, co Miss World to fantastyczna przygoda, pod warunkiem, że jest się do niej przygotowanym. Przerażona dziewczyna z Polski, niewiele może osiągnąć. I tutaj również odsyłam do mojej książki. 

Z całą pewnością po przeczytaniu tego wywiadu, sięgnie po nią jeszcze więcej czytelników. W imieniu swoim i naszych odbiorców dziękuję Ci za rozmowę i życzę, byś jako pisarka osiągnęła co najmniej tak wiele, co jako Miss. Mam też nadzieję, że zgodzisz się udzielić mi wywiadu przy okazji ukazania się Twojej kolejnej książki. :)

Ja też mam taką nadzieję. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników mojej książki i Globmiss. 


wywiad autoryzowany
wywiad dla Globmiss przeprowadziła Katarzyna Żebrowska
przygotowanie i publikacja - Globmiss Dawid Baraniak
zdjęcia: wybrane specjalnie dla Globmiss - prywatne archiwum Kariny Wojciechowskiej