piątek, 28 grudnia 2012

Gala Miss Polski 2012 od kulis

W odchodzącym roku po raz pierwszy miałem okazję być na finale konkursu Miss Polski, który to odbył się 8 grudnia w płockiej Orlen Arenie. Grupa konkursowych zapaleńców, która pojawiła się w Płocku, poza wspólnym obiadem, piwkiem i długą "misskową" rozmową nie mogła odpuścić sobie próby generalnej. Dzięki uprzejmości Misslandu jako media weszliśmy więc do obiektu. A tam szok! Gigantyczna scena (podobno 700m2), tysiące świateł, wizualizacje i… setki osób dbających o najmniejszy detal. Każdy odpowiedzialny za coś innego. Osobiście takiej produkcji przy konkursach w Polsce jeszcze nie miałem okazji zobaczyć. Całkowity profesjonalizm. Próba rozpoczęta… od końca. Najpierw scena finałowa, werdykt, tytuły, odchodząca miss w postaci statystki, reakcje, a Krystian Kurowski Mister Polski 2011 był uczony jak zakładać szarfy bez zasłaniania dziewczyn. Sztuka została opanowana. Reżyser, człowiek z mega pokładami cierpliwości, tłumaczył gdzie stanąć, co zrobić, co powiedzieć… a potem dalsza część próby. Nie zostaliśmy do końca, chcieliśmy mieć kilka niespodzianek na wieczorny finał.

Nadeszła godzina zero. W Orlen Arenie tłumy ludzi. Elegancko ubrani, przygotowani świętować Festiwal Piękna. Ostatnie przygotowania przed wejściem na antenę. Gdzieś przebiegła Angelika Ogryzek Miss Polski 2011, gdzieś Weronika Szmajdzińska Miss Global Teen 2012. Ale za to dostojnie, bezstresowo na salę wkroczyła Katsyariana Buraya Miss Supranational 2012. Pewnie dlatego, że jej rolą było zasiadanie w jury, nie musiała za kulisami przygotować się do swojego wyjścia live jak Angelika czy Wera. Oczywiście nie zabrakło rodzin dziewczyn, przybyli w dużych grupach z transparentami. Możliwości były. Missland od lat dba o to by bilety na ich finały były tanie. Przecież nie robi się takiego konkursu dla VIPów, a dla każdego, kto ma tylko chęć w nim uczestniczyć jako widz.



 

Jak zawsze oglądanie konkursu na żywo, a w telewizji to często dwie różne bajki. Przede wszystkim za szklanym ekrenem widzimy tylko to co pokażą nam kamery, na żywo zdecydowanie więcej. Wielkość sceny w telewizji widać było tylko gdy kamera pokazywała całość z daleka. Dziewczyny były często prezentowane w ujęciach od dołu, nie lubię takich, mało pokazują. Przy okazji pozdrawiam panią operator kamery przy scenie od prawej strony. Pełne zaangażowanie i skupienie. Szkoda również, że telewizyjne nagłośnienie zabrało entuzjazm tak rozgorączkowanej publiczności. Rodziny wspierały swoje kandydatki tak głośno, że czasem zamiast patrzeć na scenę oglądałem się do tyłu i z pełnym uśmiechem patrzyłem na krzyczących fanów jednej czy drugiej finalistki. Na przyszły rok warto byłoby wykorzystać tak wspaniałą publiczność, tak jak robią to Amerykanie m.in. na wyborach Miss USA.

 

 


Finał znacie (dostępny na Ipla) więc ogólnie kilka słów. Dobrze dobrana, popularna muzyka. Bardzo żywiołowa odpowiednia do każdego wyjścia. Dziewczyny trochę zestresowane, niektóre czasem nie wiedziały co, gdzie, kiedy. Ale wszystko się udało. Stroje… zależne od sponsorów. Osobiście nie podobały mi się te w pierwszym wyjściu, w bieliźnie. Nie pasuje to do konkursu piękności. Stroje kąpielowe owszem, ale nie bielizna. Sukienki koktajlowe, też nie zawsze koktajlowymi były. Natomiast pierwsza prezentacja finałowej 10 również przemyślana. Kandydatki opowiadające na filmiku o sobie pokazując w tle swoje zdjęcia z dzieciństwa, a następnie prezentujące się na scenie w wyjściu inspirowanym baletem! Lekkość, a do tego proste i najfajniejsze stroje wieczoru. W dalszej części każda finalistka z osobna prezentowała się widzom, a na telebimach pojawiły się fragmenty zdjęć ich twarzy – oko, usta. To kolejny bardzo duży plus za wprowadzenie czegoś ciekawego. Szkoda, że w transmisji polsatowskiej nie było tego za bardzo widać. 

 

 

Przedostatni pokaz. Suknie ślubne zawsze wprowadzają pewien melancholijny nastrój. Dobre dla oglądających przyszłych żon. Ja jednak zakochałem się w wejściach zza kulis. Chyba po raz pierwszy tak eleganckich i zadbanych w każdym szczególe. Świetny pomysł z barwnymi manekinami, które robiąc za tło wprowadziły nas niemal w świat burleski. A zwróciliście uwagę na Angelikę przygotowywaną przez zespół makijażystów do ostatniego wyjścia jako Miss Polski'11? O to przecież chodzi. Pokazywać, nawet wyreżyserowaną, bajkę.

 


 


Bukiety! Buty! Biżuteria! To trzy "B", którymi da zdobyć się kobiety zapowiedział jeden z prowadzących. A byli oni bardzo dobrze dobrani, Ibisz profesjonalny, jak zawsze, Paulina Sykut piękna i dobrze przygotowana, nawet Misiek Koterski, który dla jednych jest zabawny dla innych głupkowaty mnie rozśmieszał. Taki finał nie musi być przecież napompowaną, sztywną imprezą. Mamy się bawić, świętować. Ilość występów artystycznych wystarczająca jak na niespełna 2 godzinne show. Tomasz Kowalski - ładnie wykonane „She’s like the wind”, ale strój niestosowny, Natalia Lesz – światowo choć z playbacku, ale cały jej występ odpowiedni do oprawy konkursu. Grupa Lemon – wystarczy słowo "brawo". Wzorem innych konkursów można by czasem na scenę "wypuścić" kandydatki, które odpadły, niech mają coś jeszcze z tego wieczoru.

A werdykt? „De gustibus non est disputandum”. Ale, ale przecież w naszym Globmiss Polski Top 7 mieliśmy tak nową Miss Polski jak również jej 1,2 i 3 Wicemiss (4 z finałowej 5). Więc jest dobrze. Dziewczynom życzę sukcesów na arenie międzynarodowej. I proponuję by Kasię Miss Polski 2012 przed wysłaniem w sierpniu na wybory Miss World wysłać również w celu obycia na inny konkurs.


Na koniec dziękuję Panu Gerhardowi Parzutce von Lipiński za zaproszenie i możliwość przeżycia kolejnej przygody z wyborami. A za rok w tym samym miejscu, o tej samej porze roku może znów będzie mi, jak i nam miłośnikom wyborów, spotkać się ponownie.


Zdjęcie: Globmiss Dawid Baraniak 
/ Autor tekstu: Dawid Baraniak