niedziela, 30 grudnia 2012

Polki w 2012

Rok 2012 możemy uznać za bardziej udany dla Polek na arenie międzynarodowej aniżeli 2011, bo choć nie zdobyliśmy tym razem aż 3 koron jak było to przed rokiem, to tegoroczne odniesione sukcesy są bardziej wartościowe.


Tytuły Queen of the World, Miss Bikini International, a nawet Miss Supranational 2011 zrównoważyła jedynym w tym roku polskim zwycięstwem na światowej scenie Weronika Szmajdzińska zdobywając koronę Miss Global Teen 2012. Czemu? Bo na dziesiątki mniejszych, mało znaczących, ale oczywiście cieszących oko, konkursów mało jest wyborów dla nastolatek… I tak się właśnie stało, że w dalekiej Argentynie z pośród zaledwie 22 finalistek jurorzy uznali Polkę za najpiękniejszą młodą miss. Nasze media wręcz oszalały na jej punkcie. Po powrocie do kraju Weronika była wszędzie: w telewizji, w prasie i Internecie… Media mylnie nawet zaczęły nazywać ją „Miss Świata Nastolatek”, a do takiej nazwy ma prawo tylko i jedynie Organizacja Miss World. Ale nie ma to znaczenia… mamy najpiękniejszą nastolatkę globu!

A giganty? Doskonale wiemy, że tak naprawdę na świecie liczą się tylko dwa konkursy: Miss World i Miss Universe. Ale jest jeszcze lubiana i popularna dwójka: Miss International i Miss Earth. Wszystkie te cztery konkursy mają już swoją tradycję, swoich fanów… Do nich dołączę jeszcze Miss Supranational, konkurs młody, ale wiele krajów wybiera już na niego swoje miss. Więc finałowa piątka! Jak sobie poradziły na nich nasze miss? Wielkich sukcesów nie było, ale były wielkie niespodzianki.

Zacznę od dwóch piękności, które zasługują na największą uwagę tego artykułu. Justyna Rajczyk i Marcelina Zawadzka. Obie dziewczyny obaliły pewne mity, w które i ja od lat wierzyłem.

Mit pierwszy. Bez wsparcia od strony polskiego organizatora i krajowego wysokiego miejsca nie ma szans na sukces…

Obaliła go Justyna Rajczyk – finalistka, a nie wicemiss w konkursie Miss Polonia 2011. Jej postawa od samego początku wskazywała na jej jeden cel: „chcę jechać, chcę się w to pobawić i chcę pokazać, że można bez parcia na podium”… Ale ta zabawa Justyny nie polegała na tym „zróbcie za mnie wszystko, dajcie stroje, a ja pojadę i zobaczymy”… Gdy Biuro Miss Polonia zgodziło się, by panna Rajczyk reprezentowała Polskę konkursie Miss Earth 2012 ta od razu zaczęła działać i to na różnych polach. Z bliskimi szukała sponsorów wyjazdu, założyła bloga o przygotowaniach i fanpage na Facebooku, znalazła się w mediach. Gdzie tylko się dało tam pojawiała się Justyna. Skromnie, ale również Globmiss wspierało ją w tych działaniach. Ale jak to bywa w takiej zabawie trzeba liczyć przede wszystkim na siebie. Zaangażowanie Justyny przerosło wszystkich. W trakcie finału wiele osób życzyło jej sukcesu właśnie z tego powodu. Rajczyk nie pojechała na Filipiny na wycieczkę, ale dlatego, że chciała reprezentować Polskę, czuła odpowiedzialność. Nie widziano jej w top 16 z pośród 80 kandydatek. Wydawało się, że bez krajowego tytułu miss czy wicemiss nie ma szans. A jednak. Udało się. Radość była przeogromna gdy wyczytano „Miss Poland” w pierwszym etapie wyborów Miss Earth, jakim było właśnie top 16. Justyna udowodniła nam wszystkim, że po pierwsze trzeba chcieć, nie marudzić, nie siedzieć z założonymi rękami, po drugie działać i wciąż chcieć. Kasia Żebrowska, która stała się prywatnym doradcą Justyny wielokrotnie powtarzała, że niesamowita osobowość Justyny może przenosić góry. Pozytywne nastawienie, mimo problemów zdrowotnych na Filipinach, kilku wizytach w szpitalu nie zniechęciły jej. Powtórzę to co pisałem zaraz po finale Miss Ziemi: "Dziewczyny i przyszłe reprezentantki Polski w konkursach światowych bierzcie przykład z Justyny Rajczyk!"

Mit drugi. Bez dobrych relacji na linii polskie biuro – organizator światowy nie będzie sukcesu.

Głównie wszyscy mieli na myśli BMP – MUO, a obaliła go Marcelina Zawadzka, Miss Polonia 2011, reprezentantka Polski właśnie na wyborach Miss Universe. Od lat Amerykanie powtarzali Elżbiecie Wierzbickiej, prezes BMP – „czekamy na zgrabną Polkę, która mówi po angielsku”. Niby takie proste, a jednak przez lata nie do uchwycenia. Po Marii i Rozalii wszyscy myśleliśmy, że pewnej poprzeczki nie da się przeskoczyć… Myliliśmy się. Biuro Miss Polonia jeszcze nie ma świetnych relacji z Organizacją Miss Universe. Dyrektor Generalna BMP Małgorzata Herde jako ktoś nowy z polskiego biura mogła dopiero teraz po raz pierwszy wyjechać na ten konkurs, więc ciężko mówić o dobrych stosunkach, bo na te pracuje się latami. A jednak. Choć musiały minąć 22 finały Miss Universe udało się, usłyszeliśmy „Miss Poland” podczas wyczytywania top 16 z 89 dziewczyn. Zła passa została przerwana. Oczywiście daleko jeszcze do sukcesu na miarę Asi Gapińskiej, ale wierzę, że jest to początek nowej drogi Polek na tym najbardziej perfekcyjnym, a zarazem sztucznym międzynarodowym konkursie. Trzeba mieć nie dobrą, a świetną figurę. Trzeba w sposób prosty, ale jednak, porozumiewać się po angielsku. I trzeba mieć to coś co najwidoczniej ma Marcelina. Dla mnie jest to bycie odpowiedniej osoby w odpowiednim miejscu. Panna Zawadzka prawdopodobnie nie poradziłaby sobie na wyborach Miss World, gdzie zgrupowanie nie polega jak na Miss Universe na… byciu gotową do sesji fotograficznych, a na wręcz wysiłkowej wyciecze po kraju organizatora, na której trzeba wyglądać zawsze pięknie. Marcelina kocha pozować do zdjęć, jest to dla jej wręcz środowisko naturalne, a do tego jej prawdziwa uroda nie wiele odbiega od tej na fotografii. A to dotworzyło jej szanse na awans. Czy nie powinna być w top 10? Z tego co widziałem podczas transmisji powinna… ale tu poprzeczka się znów podnosi. Dużo chętnych, mało miejsc. Kogo w tym roku namaści z grupą jurorów Pani Herde na Miss Polonia? Dowiemy się w lutym i już proszę o niezmarnowanie sukcesu Marceliny.

Oczywiście mieliśmy sporo Polek i Polaków, którzy wyjechali reprezentować nasza urodę w świecie. Wspomniana na początku Weronika Szmajdzińska była na największym konkursie – Miss World. Udało jej się być w top dwóch mini konkursów: modelek i w strojach kąpielowych. Miałem okazję spotkać Weronikę na finale Miss Polski, to przemiła sympatyczna, ładna dziewczyna, przed którą wszystko dopiero się otwiera. Moim zdaniem była jeszcze zbyt młoda by wysyłać ją na takiego giganta jakim jest Miss Świata. Za kilka lat pewnie byłby sukces, bo uroda Weroniki jest w kanonach Pani Morley… ale tego się już nie dowiemy.

Na Miss International spodziewałem się w głębi serca wielkiego sukcesu, tak ze względu na to, że Japończycy kochają Polki, jak rówież na prywatną sympatię do Rozalii Mancewicz, a jednak nasza miss wróciła na tarczy. Czemu? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć. Z mojej obserwacji wiem, że Rosie należy również do tych Miss, które kocha, a nawet mocniej, ubóstwia obiektyw. Ciężko zrobić jej słabe zdjęcie. Będziemy więc zachwycać się relacją ze zgrupowania, a rzeczywistość tam na miejscu mogła wyglądać inaczej. I chyba tak było.

W mniejszych konkursach szło nam różnie. Agnieszka Karasiewicz pomimo awansu do top 20 Miss Supranational nie zachwyciła i gdyby nie finał w Polsce, pewnie by takiego wyróżnienia nie miała. Awanse Polek do półfinałów Miss Oriental Tourism, Miss Exclusive World, Miss Yacht Model International cieszą, ale nie można ich równać z takimi samymi wyróżnieniami na Miss Universe czy Miss Earth. Nasi panowie też po raz kolejny raz nie dali rady. Jednemu brakło urody, drugiemu szczęścia.

Pozostaje mi podziękować wszystkim miss i misterom za spore emocje w odchodzącym roku. A przy okazji sporo pracy ;) Daliście mnie osobiście, zespołowi Globmiss, a przede wszystkim czytelnikom naszego portalu wiele chwil satysfakcji, radości.

Dziękuję w imieniu nas wszystkich!

A przyszłorocznym Biało-Czerwonym już życzę kolejnych międzynarodowych sukcesów i proszę Was noście szarfę "Poland" z dumą!

Zdjęcie: Internet / Autor tekstu: Dawid Baraniak