niedziela, 5 kwietnia 2009

Beata Sudolska, 1 Wicemiss Polski 1990

"Wystartowałabym jeszcze raz..."

Podobno konkursy piękności to tylko zabawa. Tak mówią zgodnie niemal wszystkie ich uczestniczki. A jednak ta zabawa bardzo często wywraca do góry nogami całe dotychczasowe życie tych młodych dziewczyn. Zmienia ich plany, marzenia, ambicje, zmienia je same. Beata Sudolska jest wyjątkiem. Ma na tyle silną osobowość, że choć w konkursie Miss Polski osiągnęła bardzo wiele, pozostała taka sama, jak przed wyborami.

Kiedy w 1990 r. wystartowałam w konkursie Miss Polski miałam 19 lat. W tamtym okresie nie miałam zbyt sprecyzowanych planów życiowych. To, że wzięłam udział w wyborach Miss Polski, a nie Miss Polonia to czysty przypadek. Osobiście uważałam, że jestem za niska do tego typu konkursu (168 cm) i nie sądziłam, że wystarczająco atrakcyjna. Zdecydowałam się jednak na start w nim za namową mojego starszego o 13 lat brata, który uważał, że mam duże szanse na wygraną, choć nie widział żadnej z kandydatek. Moją motywacją nie były cenne nagrody, gdyż takich w ogóle nie było w konkursie lokalnym, lecz chęć sprawdzenia się i przeżycia nowej przygody.


Droga Beaty do finału Miss Polski 1990 zaczęła się od tytułu Miss Pomorza Zachodniego '90.

Wygrana w konkursie Miss Pomorza Zachodniego przeszła moje najśmielsze oczekiwania- uwierzyłam w siebie, pozbyłam się kompleksów, moje życie nabrało barw...

Jako Miss Regionu Beata automatycznie znalazła się w gronie 27 finalistek konkursu Miss Polski 1990 i rozpoczęła walkę o tę najważniejszą koronę od udziału w zgrupowaniu przygotowawczym.

Gdybym dziś miała swoją twarz i ciało z 1990 r., a obecną wiedzę i doświadczenie, wystartowałabym w konkursie jeszcze raz, ponieważ było to bardzo ciekawe doświadczenie w moim życiu. W trakcie zgrupowań miałyśmy warsztaty nauki dykcji ze znanym aktorem p. Fedorowiczem, profesjonalne zajęcia z tańca towarzyskiego, sesje zdjęciowe z uznanymi polskimi fotografami, treningi z niesamowitą panią choreograf i dużo zajęć sportowych.

W trakcie trwania zgrupowań najbardziej przyjaźniłam się z Iwoną Szymczak i Agnieszką Dudą, ale fajnych dziewczyn z poczuciem humoru było tam dużo, dużo więcej... Dziewczyny, poza paroma nieciekawymi wyjątkami, o których nie chcę pisać, nie rywalizowały ze sobą, świetnie się bawiły, np. w dziesiątkę wywoływałyśmy duchy o północy pytając je o werdykt w zbliżającym się konkursie - było masę śmiechu i dużo wygłupów, nikt nie traktował tego poważnie. Prawda na temat zawieranych w trakcie zgrupowań przyjaźni jest więc taka, iż dziewczyny szczerze się przyjaźnią. Jednak odległość robi swoje i rzadko które znajomości wytrzymują próbę czasu. Dziś nie mam niestety kontaktu z finalistkami Miss Polski 1990.

Beata nie mogła skupić się wyłącznie na przygotowaniach do konkursu.

Startowałam w wyborach Miss Polski i jednocześnie zdawałam egzaminy wstępne do Instytutu Kultury Fizycznej w Szczecinie. Jeździłam na zgrupowania przygotowujące nas do konkursu, po czym wyjeżdżałam zdać egzamin i wracałam ponownie na zgrupowanie. Wymagało to ode mnie dużego wysiłku, ale dostałam się na uczelnię.

Determinacja opłaciła się. Beata nie tylko zdobyła indeks, ale również została 1 Wicemiss Polski 1990! Była faworytką tego konkursu, została wręcz obsypana szarfami z tytułami komplementarnymi, zabrakło jej bardzo niewiele do zwycięstwa, ale jednak korona powędrowała na głowę Ewy Szymczak. Jak się wtedy czuła?

Werdykt był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem, nie spodziewałam się, że zajdę tak daleko! Tytuł I Vicemiss Polski '90 uważałam za sukces. Czułam wielką radość i byłam zaskoczona tak dużą ilością tytułów komplementarnych: Miss Foto, Miss Gracji, Miss Elegancji. Wierzcie mi, że były tam naprawdę eleganckie dziewczyny np. Lidia Banach. Gdybym jeszcze raz mogła wystartować w konkursie Miss Polski, nic bym dzisiaj nie zmieniała, żeby wypaść w nim jeszcze lepiej. Byłam sobą w stu procentach i starałam się prezentować najlepiej, jak umiałam. O dziewczynie, która wygrała, nie mogę zbyt wiele powiedzieć, gdyż jej nie znam. Moją faworytką była Agnieszka Boska, która weszła do "pierwszej piątki". Olśniewała osobowością, urodą i pozytywną energią.

Dla Beaty rozpoczął się rok intensywnej pracy i nowych obowiązków. Pozostawił on jednak niezapomniane wrażenia. Do dziś o wyborach Miss wyraża się ona z ogromnym entuzjazmem.

Największe zalety wyborów Miss? One mają same zalety! Warto startować w konkursach piękności, gdyż plusy takiej decyzji są ogromne, a wad prawie żadnych! Tak więc dziewczyny nie zwlekajcie z tą decyzją zbyt długo, do odważnych świat należy! Po wyborach pozostały mi zdjęcia, kasety video, jakiś olbrzymi puchar, który został w domu rodzinnym, korony, szarfy i przeświadczenie, że wszystko jest w życiu możliwe.

Jako Wicemiss Polski brałam po raz pierwszy udział w pokazach mody obok cudownej modelki Małgorzaty Niemen. Wystąpiłam także w jednym konkursie międzynarodowym - "Queen of the World". Wspominam go ze wzruszeniem, ponieważ znalazłam się tam w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Fryzjerowi zabrakło czasu na ułożenie mi fryzury, byłam ostatnia w kolejce. Miss Irlandii i Miss Islandii widząc to wzięły mnie za rękę do garderoby i same zrobiły mi przepiękną fryzurę... Byłam poruszona ich wrażliwością i bezinteresowną przyjaźnią. Jak widać te dziewczyny były też piękne duchem. To mnie bardzo wzruszyło. Zostałam 4 Wicequeen i byłam niezmiernie szczęśliwa, gdyż konkurencja była ogromna - 40 kandydatek z wszystkich stron świata, piękne, niezwykłe kobiety o urodzie zapierającej dech w piersiach.

Jednak życie Miss nie zawsze jest łatwe...

Najtrudniejsze w życiu Miss jest przywyknięcie do komentarzy ludzi na temat jej wyglądu. Jest się nieustannie ocenianym pod tym względem. Dla jednych jesteś za niska, dla innych zbyt krągła, a jeszcze inni powiedzą, że całkiem jakaś przeciętna. Jeżeli będziesz się sugerować tymi opiniami, popadniesz w anoreksję i paranoję. Trzeba mieć do tego dystans, a to wymaga pewnej dojrzałości. Są też komplementy, ale negatywne opinie bardziej nam się utrwalają. Taki jest największy minus startu w konkursie piękności, jeszcze raz to powtórzę: bycie na cenzurowanym, jeżeli chodzi o wygląd zewnętrzny.

Beata nadal interesuje się konkursami piękności.

Konkursy piękności są potrzebne, bo jest to fajna rozrywka dla ludzi żyjących w szybkim tempie. Nie każdy ma dostęp do bardziej wyszukanych rozrywek jak teatr, zwiedzanie galerii sztuki, czy też wieczór w filharmonii. Nie każdego to zresztą interesuje. Myślę, że warto wybory Miss organizować, bo to lekka rozrywka, nie wymagająca większego wysiłku intelektualnego, co w dzisiejszych czasach nie jest bez znaczenia, gdyż czasami jesteśmy tak zapracowani, iż wieczorem chętnie obejrzelibyśmy jakiś "lekki program rozrywkowy" i choć na chwilę oderwali się od problemów dnia codziennego.

Konkursy piękności interesują mnie w dalszym ciągu, nie zawsze jednak mam okazję je oglądać. Nie mam zbyt dużej wiedzy o kolejnych Miss Polski, więc nie potrafię powiedzieć, która jest moją ulubioną.

Nie jestem ekspertem od marketingu, ale myślę, że wybory Miss w dzisiejszych czasach powinny być bardziej spektakularne. Powinno się zatrudniać profesjonalistów do pracy przy powstawaniu show, organizować najlepszy koncert muzyczny dla przyciągnięcia widza np. z udziałem Kayah czy Zakopower, poprosić panią I. Pavlović, pana P. Gawlińskiego, czy ich kolegów z branży o współpracę przy choreografii, zrobić głośną reklamę na trzy miesiące wcześniej, bo nie ukrywam, że i mi, choć staram się to śledzić, zdarzało się przegapić nadawanie konkursu w TV z powodu słabej reklamy. Za moich czasów nie można było przeoczyć transmisji wyborów Miss w telewizji, gdyż były tylko dwa programy telewizyjne! Teraz trzeba się bardzo postarać o to, by była zauważona w dżungli licznych kanałów TV. Najlepszym jednak rozwiązaniem byłoby wyemitowanie konkursu w telewizji TVN. Jestem wielką fanką tej stacji i wiem, że jest niesamowicie skuteczna, nie szczędzi pieniędzy na zrobienie wspaniałych show z rozmachem i polotem. Ale to tylko takie moje spostrzeżenie.

Dzisiaj, po tylu latach, zainteresowania Beaty pozostały takie same, jak przed konkursem Miss Polski.

Obecnie mieszkam nadal w Szczecinie. Od dwóch lat przebywam na urlopie wychowawczym. Mam trzech wspaniałych synów w wieku 15, 13 i 2 lat. Jestem mężatką. W 1990 roku interesowały mnie podróże, sport, teatr, moda, wizaż, książka, muzyka, taniec i do tej pory to się nie zmieniło. Wówczas najbardziej marzyłam o dalekich podróżach. To marzenie też nadal realizuję. Nic mnie bardziej nie odpręża jak podróże właśnie i ... masaż. Wolny czas spędzam uprawiając sport, podróżując, spacerując z tatą, dziećmi i psem, nad książką, w teatrze lub kinie, zgłębiając tajniki mody, wizażu, śledząc nowe trendy w stylizacji, tańcząc lub słuchając muzyki, jeżdżąc na koncerty muzyczne.

Beata Sudolska była mądrą, dojrzałą dziewczyną. Potrafiła zachować dystans do tego, co się działo wokół niej po zdobyciu przez nią tytułu I Wicemiss Polski, potrafiła cieszyć się tym wszystkim, nie zatracając przy tym własnej osobowości. Dla niej konkurs pozostał zabawą i może dlatego ona też pozostała taka sama, jak w 1990 roku.

Dziękuję za pamięć i życzę smacznego jajka i obfitego śmigusa - dyngusa w nadchodzących Świętach Wielkanocnych dla wszystkich Czytelników Globmiss! Pozdrawiam serdecznie!


wywiad autoryzowany
wywiad na prośbę Globmiss przeprowadziła Katarzyna Żebrowska
zdjęcia: prywatne archiwum Beaty (Sudolskiej) Kaczmarek
druga publikacja wywiadu za zgodą Beaty Kaczmarek: 27.03.2011