niedziela, 28 września 2014

Anna Moniuszko - top 10 Miss Polski'12 finalistka Miss Grand International'13 - wywiad

"Dostałam ważną misję"
W dalekiej i egzotycznej Tajlandii trwa właśnie zgrupowanie konkursu Miss Grand International 2014. Jest to bardzo młody konkurs, organizowany dopiero po raz drugi, ale ma wszelkie szanse, by już w bardzo niedalekiej przyszłości dołączyć do grona najbardziej prestiżowych i popularnych międzynarodowych konkursów piękności. W tegorocznej edycji Polskę reprezentuje Miss Polski 2011 Angelika Ogryzek. Jak sobie poradzi, przekonamy się już 7 października.

Ale najpierw poznajmy jej poprzedniczkę – pierwszą polską delegatkę na wybory Miss Grand International – Annę Moniuszko.

Mam 21 lat i jestem studentką profilu ekonomiczno-prawnego na Uniwersytecie w Białymstoku. Jaka jestem? Pomysłowa – pomysłów w głowie mi nie brakuje, spontaniczna – ponieważ jeżeli któryś z pomysłów jest godny zrealizowania, to długo tego nie odkładam. Moje plany na przyszłość? Tak jak pomysłów jest ich mnóstwo – na pewno jakiś zrealizuję. Wolny czas staram się zapełnić książkami. Najczęściej sięgam po te o rozwoju i funkcjonowaniu umysłu człowieka.

Zanim Anna wylądowała w Tajlandii, musiała przejść długą drogę, która doprowadziła ją aż na międzynarodowy konkurs piękności...

  

Właściwie w moim przypadku zadziałała podświadomość. Od zawsze, tak jak każda nastolatka, marzyłam o tym, żeby ktoś, gdzieś, kiedyś zauważył mnie, moje zdolności i pomógł zdobyć coś nieosiągalnego przez większość. 

I tak, 3 lata temu do salonu, w którym pracowałam, weszła pozytywnie zakręcona, przemiła blondynka Sylwia. Przedstawiła się jako współorganizator konkursu Miss Polski Podlasia 2012. Jej zdaniem byłam idealną kandydatką do tego tytułu - 18 lat, 175 cm wzrostu i wymiary (no może nie 90-60-90, ale zbliżone do tych idealnych:)). Na jej słowa: „Musisz zgłosić się na casting”, odpowiedziałam: „Nie ma mowy, ja się tam nie nadaję”. Praca, szkoła, ówczesne życie – naprawdę nie chciałam tracić czasu na przygotowania i próby, czy zostać „rozpoznawalną osobą”. Nie mogłam wyobrazić sobie siebie z koroną i tytułem „tej naj”. Po jakimś czasie zdecydowałam jednak zgłosić się i przyjść na eliminacje. Miałam tylko jeden powód – poznanie nowych ludzi. 

11 maja 2012 r. był dniem wyborów Miss Podlasia. Pracowity, ale wiedziałam, że tylko godziny dzielą mnie od powrotu do rzeczywistości. Moimi konkurentkami były miłe i piękne dziewczyny, a co więcej, takie, jak ja. Żadna nie była lepsza, czy gorsza, każda miała szanse. Miałam nawet swoją faworytkę, której już na początku prób przypięłam szarfę z tytułem. Kiedy po pokazach w strojach kąpielowych i sukniach ślubnych i wieczorowych, nadszedł moment ogłoszenia wyników, w ogóle się nie denerwowałam, bo nie brałam pod uwagę tego, że na karcie z werdyktem jurorów na pierwszym miejscu może być moje nazwisko. A jednak... Pamiętam okrzyk radości z widowni, oklaski, siebie z mnóstwem kwiatów i Martę Kownierowicz, która wpinała mi koronę Miss Podlasia we włosy. Do dziś mam 7 minutowy film z tym momentem i nawet teraz jak to oglądam, czy o tej chwili opowiadam, to po prostu uśmiecham się. :)

Po wyborach regionalnych odbyły się ogólnopolskie ćwierćfinały, które dla mnie były tylko formalnością, ponieważ każda Miss regionu miała automatycznie zagwarantowane miejsce w półfinale. 

W półfinale razem ze mną wystąpiły dwie koleżanki z Podlasia – Emilka i Ania. Do finału dostałyśmy się już tylko we dwie, Emilka i ja :)

  
  
Rozpoczęły się przygotowania, emocje, oczekiwanie... i wreszcie Miss Polski 2012 zostaje... Katarzyna Krzeszowska!

10 dni przed galą finałową spędziłyśmy w pięknym hotelu Kawallo pod Płockiem. Słyszałam wcześniej dużo historii na temat „chorej rywalizacji” między dziewczynami. Z tego co pamiętam, my byłyśmy raczej zżytą paczką 25 „konkurentek”. Czy takie zgrupowania są ważne i potrzebne? Tak, nawet bardzo. Po pierwsze dziewczyny uczą się jak najlepiej zaprezentować swoją osobę. Po drugie jak dbać o swój wizerunek. Po trzecie wreszcie, co je czeka podczas konkursów krajowych czy zagranicznych. 

Właściwie z samego koncertu galowego „nic” nie pamiętam, aczkolwiek dobrze wspominam ten dzień. Wszystko działo się tak szybko. Pierwsze wyjście, szybkie zdjęcie pamiątkowe po zmianie stroju, a potem wyczytanie TOP 10 z moim nazwiskiem, no i jak najbardziej sprawiedliwy werdykt końcowy. Już od półfinału w Kozienicach kibicowałam Kasi. Od samego początku powtarzałam jej, że to jest jej rok. Kasia jest osobą ciepłą, wyrozumiałą i konkretną. 

Ze strony jurorów faworyzowania żadnej z nas nie odczuwałyśmy, ale same w swoim gronie typowałyśmy faworytki. Kasia Krzeszowska zdobyła wśród nas zdecydowaną większość głosów na „tak”.

  

Ania Moniuszko zakończyła rywalizację w krajowym finale na Top 10. Jest zadowolona, czy odczuwa pewien niedosyt?

W moim występie na finale Miss Polski niczego bym nie zmieniła. Żadnej miny, żadnego gestu czy kroku nie chciałabym cofnąć. Starałam się zaprezentować jak najlepiej. Pomimo ogromnego stresu, który nie odstępował mnie do samego końca, bawiłam się dobrze, co potwierdzili moi znajomi, siedzący na widowni oraz inni ludzie w przesłanych do mnie gratulacjach. Podobno to, co mnie wyróżniało, to brak strachu przed postawieniem kolejnego kroku – cały czas szłam pewnie przed siebie. 

Na tym nie skończyła się przygoda Ani z wyborami Miss. Najważniejsze dopiero miało się wydarzyć. To właśnie piękna Podlasianka reprezentowała Polskę na międzynarodowym konkursie piękności Miss Grand International 2013 w Tajlandii!

Tak, dostałam ważną misję reprezentowania Polski na konkursie międzynarodowym - Miss Grand International 2013, który odbywał się w Tajlandii. Była to pierwsza edycja, dlatego niestety nie miałam swojej poprzedniczki, którą mogłabym wypytać o szczegóły, klimat, czy ludzi z którymi się spotkam. Razem ze mną dziewczyn na zgrupowaniu było około 90. Moje konkurentki pochodziły z wielu odległych stron świata, wychowywały się w różnych religiach, czy też kulturach. Pomimo to nie miałam problemów w porozumiewaniu się z nimi. Jeżeli jedna nie potrafiła idealnie mówić w języku angielskim, to druga jej w tym pomagała. Pokój dzieliłam z Miss Mongolii oraz Miss Zimbabwe. To było super doświadczenie, ponieważ rozmawiałyśmy o swoich krajach, narodach i różnicach między nimi. Najbardziej zaprzyjaźniłam się z dwiema uczestniczkami – Miss Słowacji (Denisa) i Miss Grecji (Sisi). Rywalizacja? Tak, tutaj dało się ją odczuć bardziej niż w Polsce. Każda z nas uważała, że wyjazd na taki konkurs to jest duża szansa, dlatego, każda chciała wykorzystać ją w 100% (pomimo tego do domu wróciłam z nienaruszonymi obcasami :)). 

 

Organizatorów podziwiam, ponieważ opieka nad tyloma dorosłymi kobietami nie jest łatwa. Każda część pobytu tam, każde wydarzenie było przemyślane i zorganizowane perfekcyjnie. 

Tajlandia to piękne miejsce. Piękne i bardzo gorące. To, co najbardziej mi się podobało, to to, że byłyśmy „aktywnymi” Miss. Zwiedziłyśmy wszystkie miejsca warte uwagi. Z Bangkoku przeleciałyśmy do ChangMai, później na wyspę Pattaya i znowu do Bangkoku na galę finałową. Nic mnie nie rozczarowało – wszystko było idealne. Z racji tego, że była to pierwsza edycja i pierwszy raz w historii tyle pięknych dziewcząt przechadzało się ulicami Tajlandii, każdy chciał sobie zrobić z nami zdjęcie. Proszę sobie wyobrazić – upał ok. 40’ i co krok słyszałyśmy „picture” - mogłoby się zdawać, że będziemy zdenerwowane, czy będziemy po prostu odmawiać, ale gdy po kilkuset pytaniach w języku angielskim, słyszy się polskie „możemy zrobić sobie z Panią zdjęcie?” – to wszystko wynagradza. Chociaż w takich momentach najbardziej tęskni się za rodziną i liczy dni do powrotu.

Koronę Miss Grand International 2013 zdobyła Janelee Chaparro z Portoryko. W 100% zgadzam się z werdyktem jurorów. Janelee jest piękna i kobieca, ale idealnie została wybrana cała pierwsza piątka.

Jak oceniam swój występ? Może gdybym mogła cofnąć czas, to kilka rzeczy bym zmieniła, ale niestety nie mogę, dlatego nie przejmuję się lekkimi gafami :). Najśmieszniejsze jest to, że podczas pobytu w Tajlandii miałam tylko jedną lekturę – forum o konkursach piękności - emiss. Czytałam pojawiające się tam komentarze odnośnie mojego występu, zachowania czy prezentacji. Każdą negatywną uwagę brałam pod uwagę i starałam się poprawić. Sama wiem, że opinia drugiego człowieka, a zwłaszcza kogoś kto był na miejscu, widział to wszystko i przeżył, jest bardzo ważna, dlatego moją następczynię starałam się przygotować w 100%. A teraz bardzo uważnie śledzę zgrupowanie Angeliki i mocno jej kibicuję.

My także trzymamy za Angelikę kciuki. I mamy nadzieję, że już 7 października będziemy mieli razem z Anią powody do radości. :)

Na koniec zapytaliśmy Anię, czy warto było wystartować w konkursie Miss Polski i przeżyć to wszystko. Roześmiała się...

Oczywiście! Po wyborach zmieniło się nie tylko moje życie, ale i ja. Z cichej i zawstydzonej Ani, stałam się odważną i pewna siebie Anką, która sama decyduje o tym, co jest dla niej najlepsze. Dzięki występom, wyjazdom poznałam dużo interesujących osób, z niektórymi połączyła mnie wspaniała więź. Korzystając z okazji chciałabym im podziękować: Dorocie, Maćkowi i Sylwii – za to, że wprowadzili mnie w dziedziny, w których najlepiej się sprawdzają. Marcie – za słowa, którymi dodawała otuchy w chwilach, kiedy byłam daleko od domu i rodziny. Robertowi – który był, jest i mam nadzieję będzie, który pomagał i najmocniej trzymał za mnie „kciuki”. Dziękuję :)

wywiad autoryzowany
wywiad przeprowadziła: Globmiss Katarzyna Żebrowska

publikacja i przygotowanie: Globmiss Dawid Baraniak
zdjęcia: prywatne archiwum Anny Moniuszko, Miss Grand International