wtorek, 24 lutego 2015

Marek Wysocki - dyrektor konkursu Miss Polski 1995-1999 - wywiad

"Dziewczyna poza urodą powinna posiadać osobowość"
Marek Wysocki i Dorota Czaja
Marek Wysocki - jest typowym, jak to się mówi w środowisku, zwierzęciem teatralnym. Od chwili ukończenia szkoły filmowej w Łodzi nierozerwalnie jest związany z pracą aktora i reżysera. Dwadzieścia lat pracował jako aktor w Teatrze Narodowym i Teatrze Syrena w Warszawie. Teraz częściej reżyseruje niż gra. Woli obecnie ten rodzaj twórczości niż regularne bywanie na castingach i wieczne przepychanki. W zawodzie aktora osiągnął sporo: jest laureatem dwóch Złotych Ekranów, nagrody filmowej im. Zbyszka Cybulskiego, dwóch medali Akademii Polskiego Sukcesu i nagrody Ministra Kultury i Sztuki. Do niedawna był przez wiele lat dziekanem Wydziału Aktorskiego w WSKiMS im. Jerzego Giedroycia w Warszawie i dyrektorem Teatru Equus w podwarszawskiej Zielonce. Obecnie piastuje funkcję Dyrektora Instytutu Sztuki Aktorskiej w Wyższej Szkole Współpracy Międzynarodowej im. Zygmunta Glogera, a także jest Dyrektorem Artystycznym trzech ogólnopolskich festiwali, które stworzył: Festiwalu Piosenki Międzywojennej „Orchidea” im. Wiery Gran, Festiwalu Piosenki Musicalowej im. George’a Gershwina „Funny Face”, a także Festiwalu Piosenki Socjalistycznej „Uśmiech PRL-u”, który powołał do życia w tym roku przy wsparciu władz Stalowej Woli. Ponadto reżyseruje w teatrach w całym kraju.

z Miss Warszawy '96
Marek Wysocki w latach 1995-1999 pełnił również funkcję Dyrektora konkursu Miss Polski. Z okazji jubileuszu 25-lecia tego konkursu wspominamy kolejne jego edycje i przypominamy postaci związane z tą imprezą na przestrzeni lat. O rozmowę poprosiliśmy również Pana Marka.

Dzień Dobry! Skąd wziął się Pan w Miss-biznesie? I jak wspomina Pan swoje pierwsze doświadczenia związane z tą imprezą?

Do Misslandu trafiłem przez przypadek. Pewnego dnia w 1995 roku, na spektaklu w Teatrze Syrena zjawił się Henryk Czoska, mój dobry znajomy z gdańskiej firmy „Impresario”, który często zapraszał mnie na koncerty organizowane przez siebie, czy projekcje filmów z moim udziałem. Po przedstawieniu przyszedł do garderoby i poszliśmy na kawę do kawiarenki obok teatru, która nazywała się wtedy „Przy Teatrze”. Podczas pogawędki poprosił mnie o wyreżyserowanie konkursu regionalnego na Wybrzeżu. Zgodziłem się. Potem wyreżyserowałem również ogólnopolskie półfinały, aż wreszcie koncert finałowy bodajże w Teatrze Polskim we Wrocławiu, podczas którego koronę zdobyła Anna Kowalczyk z Warszawy. Po gali finałowej ówczesny prezes Miss Polski Lech Daniłowicz zaproponował mi objęcie dyrekcji konkursu.

z Miss Polski Nastolatek '98
Co było dla Pana najtrudniejsze w Pana pracy w Miss Polski? Co Pan najbardziej w niej lubił, a czego nie cierpiał? Kto najbardziej Panu pomagał i wspierał w Pana pracy?

Od początku mojej pracy starałem się robić spektakle z udziałem dziewcząt. Był pomysł, był scenariusz, starannie dobrana muzyka i choreografia. Dziewczęta były elementem inscenizacji, a nie chodzącymi po wybiegu modelkami. Pracowałem wtedy z Januszem Dąbrowskim i Jarosławem Stańkiem, moim przyjacielem, choreografem i tancerzem z Teatru Syrena. Rozumieliśmy się bez słów. Praca w Misslandzie nie była dla mnie żadnym stresem. Miałem całkowicie wolną rękę. Najgorsze było zdobywanie sponsorów, nie cierpiałem tego, ale to też należało do moich obowiązków. Za moich czasów głównym sponsorem i fundatorem nagrody głównej był Seat, którego pozyskałem na cały okres mojej działalności w konkursie Miss Polski i Miss Polski Nastolatek, a także PLL LOT, ponieważ jako pierwszy w historii konkursów zorganizowałem wybory w Tunezji (1997), a rok później w amfiteatrze Dory Stratou w Atenach (1998).

Intermiss 1997 na Ukrainie
Jakie było najśmieszniejsze i najstraszniejsze zdarzenie podczas Pana "dyrektorowania"? Największa "wpadka"? Czy jest może coś, czego Pan żałuje, albo co Pana zaskoczyło?

Nie pamiętam żadnej wpadki. No może poza kamerą, która spadła z wysięgnika do basenu podczas realizacji koncertu w Tunezji, no i żoną, którą poznałem podczas tego konkursu. Jesteśmy razem już 17 lat, mamy dwoje dzieci i jesteśmy szczęśliwi.

Który konkurs Miss Polski najbardziej utkwił Panu w pamięci i dlaczego?

Intermiss 1997
Joanna Strykowska z prawej
Najbardziej zapadł mi w pamięci koncert finałowy w Grecji. Od początku był dla mnie ogromnym obciążeniem psychicznym. Do końca nie było wiadomo, która grecka telewizja zdecyduje się na transmisję, były problemy z wynajęciem amfiteatru, bo w amfiteatrze pod Akropolem nie można było realizować programów rozrywkowych. Wpadłem wtedy na pomysł, aby koncert rozpocząć mitologicznym „Stworzeniem świata”. Po wielu perturbacjach scenariusz został wreszcie zaakceptowany przez przedstawiciela Ministra Kultury Antycznej. W ogóle organizacja tego właśnie koncertu była dla mnie koszmarna. Były chwile, że myślałem, że zejdę na zawał. Podczas relacji z tego wydarzenia w Telewizji Polsat, kiedy reporterka zapytała mnie: „Marek, czy wszystko gotowe?” – odpowiadam „Tak, na mój pogrzeb”. Było to spontaniczne i niestety prawdziwe.

Zawsze wszystkich interesuje, czy miał Pan jakikolwiek wpływ na werdykt w konkursie Miss Polski? Czy przedstawiał Pan jurorom jakieś sugestie, czy też o wyborze decydowały wyłącznie ich osobiste gusta? I czy często się zdarzało, że werdykt Pana zaskoczył, czy wręcz zszokował?

Od początku mojej pracy w Misslandzie wyłączyłem się z prac w jury. Przebywanie na zgrupowaniach i praca z dziewczętami rodziła sympatie, czasem antypatie. Poznawałem te dziewczyny od podszewki. Znałem ich problemy osobiste, perturbacje domowe i obraz ten był na pewno subiektywny. Uważałem więc, że nie mam prawa zasiadać w gronie jurorów, czy sugerować im cokolwiek. I od początku wszyscy o tym wiedzieli. Nie, nigdy nie byłem zaskoczony werdyktem. Na ogół gusta jurorów pokrywały się z moimi.

Joanna Strykowska
Intermiss 1997
Jakie cechy, Pana zdaniem, powinna posiadać idealna Miss Polski i która z naszych polskich królowych piękności jest do tego ideału najbardziej zbliżona?

Dziewczyna poza urodą powinna posiadać osobowość. To widać, nawet jak nic nie mówi. Kiedyś w teatrze, gdy dyrektor angażował nową aktorkę, siadał na widowni podczas przedstawienia i obserwował publiczność. Jak reaguje na widok debiutantki. Kiedy widownia reagowała spontanicznie, wiedział, że dokonał właściwego wyboru. Poza tym piękno jest zjawiskiem subiektywnym, tak jak sztuka i trudno jest znaleźć złoty środek. Dlatego podczas mojej dyrekcji jury było bardzo liczne, co raczej wykluczało pomyłkę i możliwość manipulacji.

Z którą spośród Miss Polski najlepiej się Panu współpracowało, którą najbardziej Pan polubił? Czy po przekazaniu przez nie korony nadal utrzymuje Pan kontakt z byłymi Miss ?

Lubiłem wszystkie laureatki. Do dziś wspominam Grażynkę Domańską i nasze podróże do USA na konkurs Miss Polonia America, który organizowała Aldona von Laube. Poznałem tam również Maggie Haesse, z którą pozostaję w przyjaźni do dziś. Z wieloma finalistkami utrzymuję kontakt, głównie na FB i cieszę się z ich komentarzy, kiedy od czasu do czasu wrzucę jakąś archiwalną fotografię.

Zgrupowanie Miss Polski 1998
na greckiej wyspie Evia
A może zdradzi nam Pan, jaka jest Pana anty-miss? Czy któraś z Miss Polski Pana zawiodła?

Nie mam takiej. Rozczarowałem się chyba tylko trochę decyzją Grażynki Domańskiej w Stanach, kiedy nie chciała podpisać półrocznej umowy z Elen Ford mówiąc, że na tak długo nie zostawi swoich najbliższych. No, ale serce nie sługa. Dokonała wtedy właściwego dla niej wyboru.

Jakimi kryteriami się Pan kierował przy wyborze polskich delegatek na międzynarodowe konkursy piękności? Czy uwzględniał Pan specyfikę każdego z nich? Od czego, Pana zdaniem, zależy sukces na międzynarodowym konkursie piękności?

Kierowałem się swoim osobistym przeczuciem, które mnie nigdy nie zawiodło. Na Ukrainę w 1997 roku wysłałem IV Vice Miss Polski Joannę Strykowską i zdobyła tytuł „Intermiss’97”. Po prostu ten konkurs wygrała. Tak było również w innych przypadkach.

Który z międzynarodowych konkursów piękności jest Pana ulubionym? Przy okazji może zdradzi Pan fanom jakieś anegdoty, nieznane nam ciekawostki o tych imprezach?

Miss Polonia America 1997
z Grażyną Domańską i Maggie Haesse
Bez wątpienia „Miss World”. Najbardziej prestiżowy konkurs na świecie, który dzięki staraniom obecnych władz „Misslandu”, wpisuje się w historię tego konkursu. Myślę, że Jerzy Szamborski gra dobrze w szachy, skoro nakłonił śp. Pana Morleya do podpisania porozumienia z Misslandem. Oczywiście to taki żart - wszyscy wiedzą, że p. Morley był zapalonym szachistą.

Był Pan Dyrektorem Generalnym konkursu Miss Polski przez kilka lat. Jakby Pan podsumował ten okres - co uważa Pan za swój największy sukces, a co za największą porażkę?

Uważam, że moim sukcesem było pokazanie naszych dziewcząt w najpiękniejszych miejscach.  Piękne Polki są naszym wielkim skarbem narodowym i należy się im odpowiednia oprawa. Poza tym relacja telewizyjna z takich miejsc jest ogromnie atrakcyjna dla widza, a podróż dziewcząt poza granice kraju ogromnym dla nich przeżyciem. Szkoda, że nie kontynuuje się tego, co zrobiłem. Pamiętam, że podczas konkursu w Tunezji, a potem w Grecji niektórzy kręcili nosami, dziennikarze zadawali pytania dlaczego Miss Polski poza krajem? Ale już w 1999 roku w czasie X-lecia konkursu na konferencji prasowej zadawali pytanie: dlaczego w Polsce? Okres mojego dyrektorowania wspominam z sentymentem. Spotkałem się z ogromną życzliwością i nawiązałem dużo przyjaźni. A porażki nie pamiętam. Chyba jej nie było. Sukces? Koncert finałowy w Tunezji przyniósł nagrodę Ministra Kultury Tunezji i nominację do nagrody World Championship w Stanach Zjednoczonych.

z Miss Polski 1996
Anna Kowalczyk
A teraz bardzo osobiste pytanie - dlaczego właściwie zrezygnował Pan z prowadzenia konkursu Miss Polski i czy czasami żałuje Pan swojej decyzji?

Z natury jestem porywczy. Objąłem dyrekcję Misslandu, kiedy firma była zadłużona. Przez kilka lat wyprowadziłem ją na prostą. I kiedy władze Misslandu wymyśliły Sylwestra i Nowy 2000 Rok na wielkim balu w Hotelu Forum byłem przeciwny tym zamierzeniom. Uważałem, że obecność tylu pięknych dziewcząt odstraszy potencjalnych gości – szczególnie kobiety. I miałem rację. Mimo potężnej reklamy hotel świecił pustkami, powstało nowe zadłużenie. Na bal przyszło kilka osób, w tym Janusz Korwin Mikke. Na początku stycznia po burzliwej rozmowie odszedłem z Misslandu jednego dnia zostawiając wszystko. Czy żałuję? Czasami. Kiedy oglądam relacje telewizyjne z konkursu, wiem, że zrobił bym to inaczej, bardziej widowiskowo. Ale nadal spoglądam na wybory Miss Polski z życzliwością i sentymentem. Czasy się zmieniają i nic nie trwa wiecznie.

Czy nadal śledzi Pan konkurs Miss Polski, interesuje się nim? Czy praca zmieniła się w hobby? A jeśli tak, czy widzi Pan jakieś zmiany w organizacji konkursu Miss Polski na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat i czy Pana zdaniem te zmiany podążają w dobrym, czy w złym kierunku?

z Dorotą Czają
Miss Polski Nastolatek '97
Najważniejsze jest to, że ludzie nie mylą już Miss Polski z Miss Polonią. A tak kiedyś było. Wiem, że w Misslandzie pracują pasjonaci i starają się, aby konkurs utrzymywał poziom. Obecny kształt artystyczny widowisk mi nie odpowiada, ale jest to moje i tylko moje subiektywne zdanie. Posiadam nieco inną wrażliwość artystyczną, jak każdy z nas. Trzymam jednak zawsze kciuki, żeby się udało.

W zeszłym roku konkurs Miss Polski obchodził piękny jubileusz - 25-te urodziny. Czego chciałby Pan życzyć Szacownemu Jubilatowi ?

Życzę wszystkim pracownikom Misslandu entuzjazmu, wielu sukcesów w kraju i za granicą, a startującym dziewczętom odwagi i wiary w siebie. Bo w końcu to przecież tylko zabawa.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

Ja również dziękuję i serdecznie pozdrawiam wszystkich czytelników Globmiss.

wywiad autoryzowany
wywiad przeprowadziła: Globmiss Katarzyna Żebrowska
publikacja i przygotowanie: Globmiss Dawid Baraniak
zdjęcia: prywatne archiwum Marka Wysockiego